Czy ideologie mogą stać się pretekstem wybuchu III Wojny Światowej?

Tutaj w sposób ogólny wyjaśniłem, kiedy może ew. wybuchnąć światowy konflikt. Jednak niezwykle istotnym jest to, co może skłonić ludzkość do wywołania tak niewyobrażalnej klęski, jaką byłaby III Wojna Światowa?

Kto może być na tyle szalony, by chcieć, bez względu na życie własne, swojej rodziny, bliskich i milionów obcych osób, wywołać globalny, międzypaństwowy konflikt? Zwłaszcza, gdy zagrożony on będzie szerokim stosowaniem BMR (broni masowego rażenia)?

Taką osobą może być albo chory umysłowo człowiek (zdiagnozowany bądź nie), albo ktoś, komu ideologia przysłoniła zupełnie zarówno sumienie jak i umysł (to chyba również już podpada pod chorobę psychiczną?).

Ponieważ osób chorych umysłowo jest stosunkowo niewiele i nic mi nie wiadomo o ewentualnej epidemii, która miałaby ten stan rzeczy zmienić, to pominę scenariusz, w którym szaleńcy zdobywają panowanie nad światem i decydują się na jego zagładę. Ot tak sobie.

Natomiast zupełnie poważnie należy potraktować możliwość takiego rozwoju wypadków, na skutek których, władztwo do rozpętania III Wojny Światowej przejmą ludzie zawładnięci ideologią.

Przy czym nieistotne jest to, jakie ta ideologia niesie ze sobą wartości. Idee mają to do siebie, że wskazują jedynie pewien cel. Ideologia może zakładać, że takim celem jest np. sprawienie, by wszyscy ludzie na Ziemi się kochali. Cel jest jak najbardziej szczytny. Istnieje tylko jeden problem. Jak go zrealizować? I tutaj niestety istnieje wiele zagrożeń. W każdej większej grupie ideologicznej znajdą się osoby o różnych poglądach na temat tego, jak wprowadzić w życie pewną ideę. Jeśli mamy do czynienia z grupą, która reprezentuje cały przekrój społeczeństwa, to znajdą się w niej jednostki, które nie zawahają się użyć do realizacji celu wszelkich środków. I tak, niektórzy (choćby przykładowo niezdiagnozowani szaleńcy) w celu wprowadzenia wszechpanującej miłości na świecie, mogliby wpaść na pomysł zabicia wszelkich ludzi, którzy ich zdaniem do miłości zdolni nie są…

Tym samym każda ideologia rodzi ze sobą ryzyko, że wprowadzanie w życie idei może być realizowane nawet w sposób drastyczny i ekstremalny. Oczywiście dla bezpieczeństwa całego świata istotne są jedynie ideologie o zasięgu globalnym.

Ideologie można podzielić na te ze sfery sacrum i profanum. Czyli tyczące tego, co boskie i tego, co ludzkie. Ideologię może stanowić religia, ale i dany zestaw poglądów politycznych (czasem te sfery się przenikają, jak w islamie).

Z historii pamiętamy ideologie, których sztandarami były na przykład wolność, równość i braterstwo, a które to wartości próbowano wprowadzić do życia publicznego przy żywotnym zaangażowaniu ogromnej ilości czasem najznamienitszych głów. Poprzez szafot.

By zadać sobie pytanie czy coś nam dzisiaj zagraża i co to może być, należałoby w pierwszej kolejności odpowiedzieć na inne pytanie – „czy istnieją na świecie ideologie o zasięgu globalnym?”

Na pierwszy człon tego pytania odpowiedź jest oczywiście jasna. Ideologie istnieją, istniały i będą istnieć tak długo jak długo będzie istniało inteligentne życie ludzkie na Ziemi. Czy istnieją zatem takie ideologie, których zasięg ma charakter globalny? I jakie są to ideologie?

 

Globalne ideologie polityczne

Jeśli chodzi o ideologie polityczne, to od 1945 do 1989 roku na świecie, w ujęciu globalnym, panował dualizm. Mieliśmy do czynienia z ideologią demokratyczną i ideologią komunistyczną. Ta druga, na szczęście upadła. Na nasze nieszczęście zachowała się jednak ta pierwsza. O ile wygraną świata demokratycznego nad komunizmem należy traktować jako cywilizacyjne zwycięstwo, o tyle nie jest ono zwycięstwem całkowitym. Ponieważ jedna z ideologii globalnych przetrwała Zimną Wojnę. A jak już wspomniałem wcześniej, zagrożeniem dla świata jest każda ideologia o zasięgu globalnym.

I tak idea wprowadzania demokracji przyświecała niemal wszystkim wojnom USA po II Wojnie Światowej, w których Stany Zjednoczone występowały zresztą jako agresor. Oczywiście do roku 1989 wojny te były prowadzone w ramach frontu przeciwko ideologii komunizmu, jednak upadek ZSRR nie zastopował ekspansji „demokracji”, która dosięgała kolejne państwa, m.in. Jugosławię, Irak, Afganistan, czy państwa Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Ideologia demokracji była główną propagandową tarczą i osłoną dla ekspansji militarno-gospodarczej USA w XX i XXI wieku. Dlatego uważam ją za jedną z dwóch, których istnienie zagraża pokojowi na świecie. Jednakże mimo tego, ideologia ta posiada istotne ograniczenia, które wpływają na to, że wśród społeczeństw demokratycznych raczej nie wyłoni się nikt, kto przekona te społeczeństwa do wojny światowej z użyciem broni masowego rażenia. Ideologia demokratyczna posiada potencjał do wszczynania konfliktów lokalnych. W kontekście III WŚ żaden demokratyczny przywódca nie zyska poparcia do wywołania takiej katastrofy dla ludzkości (i obym miał rację). Ideologia ta jest zwyczajnie zbyt słaba i nie może stanowić usprawiedliwienia np. dla wywołania wojny nuklearnej z Chinami, w celu wprowadzenia tam demokracji. Nawet, jeśli demokratycznie wybrani decydenci chcieliby taką wojnę wywołać.  

 

Globalne ideologie religijne

Jeśli chodzi o ideologie religijne o zasięgu globalnym, to mamy do czynienia ze światem chrześcijańskim oraz muzułmańskim. Trzeciej, co do ilości wyznawców religii – hinduizmu, nie traktuję jako ideologii globalnej bowiem skupia ona wprawdzie dużą część populacji, ale geograficznie, dotyczy jedynie jednego regionu – Indii.

 

Chrześcijaństwo

Rozpatrując kwestie religii w kontekście ewentualnych zagrożeń dla świata, niewątpliwym jest, że chrześcijaństwo przestało stanowić pretekst i narzędzie do czynów zbrodniczych wieki temu. Oczywiście nie mam na myśli tego, że chrześcijaństwo było źródłem i pretekstem np. rzezi mieszkańców obu Ameryk. Jak pisałem wcześniej, sama ideologia może promować nawet najbardziej szczytne wartości. Jednak to ludzie wprowadzają ideologie w życie lub posługują się nimi w celu usprawiedliwienia swoich czynów. Tak robili np. hiszpańscy konkwistadorzy, którzy usprawiedliwiali swoje rzezie i mordy obowiązkiem szerzenia wartości chrześcijańskich.

Współcześnie chrześcijaństwo nie tylko nie daje pretekstów do użycia tej religii w celach zbrodniczych o zasięgu globalnym, ale i jeśli chodzi o siłę tej ideologii – oczywistym jest jedno. Jest słaba i wciąż słabnie. Społeczeństwa chrześcijańskie odstępują od kościoła (Europa), laicyzują się, a jednocześnie stają się na ogół coraz bardziej wygodne (prosperity) i pokojowo nastawione (bogactwo odstręcza od walki/wojny). Oczywiście istnieją biedniejsze chrześcijańskie regiony, jak Ameryka Łacińska, jednak w kontekście tego, że oba amerykańskie kontynenty są chrześcijańskie, to nienawiść na tle religijnym w tej części świata nie występuje (antagonizmy pojawiają się tam, gdzie stykają się społeczeństwa o różnych ideologiach – religiach).

Ponadto na brak ekstremistycznych ruchów chrześcijańskich (być może nie najszczęśliwsza nazwa, chodzi mi o osoby, które swoje zbrodnie tłumaczyłyby chrześcijańską ideologią) wpłynął jeden istotny czynnik. To społeczeństwa chrześcijańskie podbijały inne. Nie odwrotnie. Skutki tego odczuwamy do dziś. Chrześcijańskie społeczeństwa czują się bezpiecznie. Państwa niechrześcijańskie nie zagrażają państwom chrześcijańskim (albo nie mają styczności geograficznej  – jak w przypadku Indii czy Chin, albo są podbite i kontrolowane jak państwa Bliskiego Wschodu czy Płn. Afryki).

Brak zagrożenia wpływa na brak potrzeby szukania ideologii, która zjednoczy dane społeczeństwo w celach obronnych. Stąd wewnątrz chrześcijaństwa utworzyło się w historii wiele ideologii lokalnych, które służyły poszczególnym społeczeństwom chrześcijańskim w konfliktach z innymi (nazizm, komunizm, faszyzm – oczywiście nie są to ideologie chrześcijańskie, ale mogły one powstać właśnie dlatego, że chrześcijaństwo jako ideologia, było bardzo słabe, a przez to poszczególne społeczności/narody chrześcijańskie przedkładały ideologie polityczne, szowinistyczne, narodowe nad ideologię chrześcijańską).

W skrócie. Chrześcijaństwo jest ideologią o zasięgu globalnym, jednak ideologia ta jest w tej chwili bardzo słaba, wciąż słabnie i od wielu wieków nie stanowi spoiwa dla chrześcijańskich społeczeństw. Był tylko jeden moment w historii chrześcijaństwa, w którym było ono zagrożone i przez to zjednoczyło niemal całą Europę. Był to okres średniowiecznej, militarnej ekspansji Islamu (i działo się to jeszcze przed wewnętrznym podziałem wprowadzonym przez protestantów). Później państwa europejskie zdobyły nad resztą cywilizacji taką przewagę, że mogły w pojedynkę podbijać całe kontynenty. Nie tylko nie potrzebowały się jednoczyć, ale wręcz konkurowały ze sobą.

Dziś bezsprzecznie nie można mówić o tym, by ktokolwiek mógł przekonać chrześcijańskie społeczeństwa, by w imię tej religii wywołać światowy konflikt z użyciem broni masowego rażenia (pomijam tutaj kwestie teologiczne i przesłanie, jakie niesie sama religia). Taki scenariusz jest również nie do wyobrażenia w perspektywie następnych kilku-kilkunastu lat. Mało tego, trudno jest nam również wyobrazić sobie, w wymiarze jednostkowym, chrześcijańskiego ekstremistę… Już sam zlepek tych słów brzmi, przynajmniej w moim odczuciu dość nienaturalnie. Bardziej kojarzy mi się z osobą niezwykle łagodną, pokojową i bogobojną, niż z szaleńcem, który wpada do przedziału metra z ładunkiem wybuchowym krzycząc: „Ku chwale Jezusa!”.

Oczywiście niektórzy próbują demonizować takie inicjatywy jak Różaniec do granic, który odbył się kilka dni temu, ale w moim przekonaniu pokojowa, publiczna modlitwa w dobrej intencji (bezpieczeństwo kraju) jest pięknym i niezwykłym świadectwem wiary, w którym tylko propagandzista dopatrywałby się zagrożenia (co innego, gdyby ta inicjatywa dotyczyłaby polskich chrześcijan, którzy wylegliby na ulice np. muzułmańskiego Egiptu – wówczas można byłoby ją potraktować jako demonstrację narodową i religijną – gdyby się ktoś uparł). Ale to taka krótka dygresja wywołana ostatnimi wydarzeniami.

 

Islam

Islam jest niewątpliwie religią o zasięgu globalnym. Jest to druga, co do ilości wyznawców na świecie religia. Co czwarty człowiek na globie jest muzułmaninem, przy czym islam występuje na dwóch kontynentach – w Afryce oraz Azji. Ponadto wpływy islamu dotyczą również europy, gdzie ekspansja tej religii następuje poprzez imigrację.

Tym samym mamy spełniony warunek ideologii globalnej.

Istotnym, w kontekście światowego bezpieczeństwa, jest to jak silna jest ta ideologia i w jakich warunkach funkcjonują społeczeństwa, które się nią kierują.

I tutaj mamy do czynienia z warunkami zupełnie odmiennymi niż te, jakie panują wśród społeczeństw chrześcijańskich.

Społeczeństwa muzułmańskie, to społeczeństwa, które zostały w dużej mierze podbite przez państwa chrześcijańskie, a skutki tego podboju istnieją do dziś. Ponadto społeczeństwa muzułmańskie graniczą ze społeczeństwami:

1) hinduskimi (Pakistan/Indie), chrześcijańskimi (Rosja), buddyjskimi, ateistycznymi w Azji,

2) chrześcijańskimi w Europie (Grecja, Hiszpania na cieśninach oraz przez Morze Śródziemne z całą Europą Południową).

To z kolei wpływało i nadal wpływa na poczucie bezpieczeństwa i antagonizmy na tle religijnym. Zwłaszcza, że dla społeczeństw muzułmańskich olbrzymie zagrożenie stanowią hinduskie Indie oraz chrześcijańskie Europa, USA i Rosja.

 

Być może wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy, jednak nienawiść na tle rasowym i religijnym na Bliskim Wschodzie i w Północnej Afryce stale rośnie. Muzułmanie obwiniają „Zachód” (słusznie zresztą) o agresję, wojny w celu podboju (Afganistan, Irak), wzniecanie wojen domowych (Arabska Wiosna, Irak, Syria), a także na poziomie jednostkowym, o bombardowanie rodzin i dobytku.

Niepokoje i wojny w świecie muzułmańskim, to niezwykle istotny czynnik wpływający na wzmacnianie ideologii islamu. Coraz więcej osób powraca do żarliwej wiary, a co za tym idzie, im więcej ludzi należy do żarliwych wyznawców, tym większe prawdopodobieństwo, że wśród nich znajdują się osoby, które są gotowe prowadzić Jihad. Za wszelką cenę.

W ciężkich kryzysowych czasach szansa na to, że to właśnie ekstremiści obejmą władzę, rośnie wykładniczo. Tak do władzy doszedł Hitler (powojenny kryzys i recesja w Niemczech). Tak przywództwo objął Lenin (wojenna i gospodarcza klęska Carskiej Rosji). Tak również panowanie zdobył Napoleon (po krwawej Rewolucji Francuskiej i w obliczu klęsk wojennych republiki).

Im więcej nieszczęść, tym bardziej społeczeństwa nimi dotykane jednoczą się szukając jednej wspólnej dla wszystkich cechy – ideologii. Wspólną ideologią dla ogarniętych wojną państw muzułmańskich jest oczywiście islam.

W chwili obecnej ideologia ta jest jeszcze dosyć podzielona. W zupełnie innej sytuacji znajdują się bogate w ropę kraje arabskie, w innej szyicki Iran, a w innej ogarnięte wojną Irak, Syria czy Jemen. Dzieje się tak dzięki prowadzonej przez USA polityce dziel i rządź. Ta metoda sprawowania kontroli z góry zakłada konflikty pomiędzy kontrolowanymi podmiotami. Tak by nie zjednoczyły się i nie stworzyły zagrożenia dla kontrolującego.

Jednak wydarzenia z ostatnich kilku lat świadczą o tym, że ekstremistyczne środowiska muzułmańskie już teraz próbują wykorzystać ideologię islamu  w celu zdobycia poparcia, pozyskania podwładnych i prowadzenia wojen w konkretnie obranych celach. Przy czym nieistotne tutaj jest to, kto rzeczywiście sfinansował powstanie ISIS. Najważniejsze jest to, że ugrupowanie to już teraz przetestowało potencjał i siłę religii islamu, jako ideologii łączącej muzułmanów w wojnie przeciwko „zachodowi”.

Na dzień dzisiejszy siła i potencjał islamu okazały się zbyt niskie, by przezwyciężyć podziały choćby polityczno – państwowe i religijne (podział na szyitów i sunnitów). Nie zaistniała jeszcze wspólnota interesów dla państw muzułmańskich, a z drugiej strony nie wszystkie te państwa czują zagrożenie z „zewnątrz” płynące z tego samego źródła. Dziś główną bolączką Pakistanu nadal są Indie (choć niepokój również wzbudza wojna w Afganistanie), Arabia Saudyjska współpracuje z USA przeciwko Iranowi, Turcja należy do NATO, Syria jest ułożona z Rosją, a Irak kontrolowany jest przez USA.

Żadne z państw muzułmańskich nie jest jeszcze na tyle silne, by stanowić ośrodek siły przyciągający do siebie pozostałe (choćby jednocząc samych sunnitów).

 

Jednakże im dłużej trwają konflikty tym potencjał ideologiczny islamu rośnie. Zwłaszcza, że społeczeństwa muzułmańskie postrzegają chrześcijański „zachód” jako zagrożenie. Nawet, jeśli my, społeczeństwa chrześcijańskie nie czujemy się członkiem jednej wielkiej chrześcijańskiej wspólnoty (raczej szukamy jedności politycznych – jak UE, NATO) – ekstremiści muzułmańscy wskazują na istnienie takowej. I zdobywają tym zwolenników.

O ile ideologia demokratyczna powoli traci na sile (USA starają się ją zastąpić ideologią walki z terroryzmem) o tyle posługiwanie się nią przez „Zachód”, jako usprawiedliwienie dla ekspansji w świecie muzułmańskim, przyczyniło się do wzrostu siły ideologii islamu.

To zaś prowadzi nas w dłuższej perspektywie do powrotu do czasów średniowiecza. Tj. wojen religijnych. Jeśli świat islamski zjednoczy się pod jedną ideologią islamu, to tylko kwestią czasu będzie, by ktoś szalony posłużył się tą ideologią w celu wywołania globalnego konfliktu o charakterze religijnym. Jeśli muzułmanie uznają za wrogów wszystkich chrześcijan, wówczas Ci drudzy również będą musieli się zjednoczyć pod wspólnym sztandarem – inaczej nie przetrwają.

I tutaj jest największe zagrożenie dla świata. O ile wojny toczone o władzę i bogactwa, zawsze są kalkulowane na zasadzie zysków/strat, o tyle wojny religijne toczą się bez względu na możliwe zniszczenia. Bez względu na ofiary.

 

Wadą geopolityki, jako dziedziny nauki jest to, że nie uwzględnia ona ideologii, jako czynnika kształtującego politykę międzynarodową. Dla przykładu ideologia Jihadu zakłada podbój całego świata w celu wprowadzenia islamu. Gdzie jest tutaj miejsce na geografię? Zajęcie globu oznacza przecież podbój bez względu na to, gdzie położony jest ideologiczny wróg. Jak inaczej wyglądałaby dzisiejsza polityczna mapa świata, bez ideologii? Jedno jest pewne – z pewnością zupełnie inaczej.

 

Podsumowując.

Ze wskazanych trzech światowych ideologii o zasięgu globalnym (demokracja, chrześcijaństwo, islam), tylko dwie są w zasadzie aktywnie wykorzystywane (demokracja i islam) w celach toczenia konfliktów zbrojnych. Tylko jedna zaś może w przyszłości posiadać potencjał wyłonienia takich ludzi, którzy będą zdolni do bezpośredniego rozpętania III Wojny Światowej posługując się właśnie tą ideologią.

Oczywiście wśród chrześcijan i demokratów mogą zrodzić się jednostki (szalone?) zdolne i chętne do takiego czynu, ba, mogą one nawet dojść do władzy, jednak same ideologie chrześcijańska i demokratyczna, nie posiadają takiego potencjału by mogły stanowić dla społeczeństw powód i usprawiedliwienie do poparcia realizacji idei demokracji czy chrześcijaństwa poprzez globalny konflikt. W/w szalone jednostki mogą działać w ramach w/w ideologii jedynie w sposób skryty – poprzez ograniczone zasięgiem spiski.

Inaczej jest z islamem. Z uwagi na warunki, w jakich żyją muzułmańskie społeczeństwa, historię, aktualną sytuację materialno-polityczną, a także mając na względzie dość niejasne i wewnętrznie sprzeczne przesłanie Koranu (o tym kiedy indziej) – można założyć, że w pewnych warunkach ideologia ta, a konkretnie jej część dotycząca tzw. świętej wojny – Jihadu, może stanowić zarówno powód jak i usprawiedliwienie dla wywołania światowego konfliktu z użyciem broni nuklearnej. Celem islamu jest islamizacja świata, a cel ten zaczyna być znów coraz bardziej widoczny i żywy (co innego u społeczeństw chrześcijańskich, u których rośnie i tak już wysoka tolerancja religijna). Realizacja tego celu może być przeprowadzona różnymi sposobami, również poprzez Jihad, o czym słychać coraz częściej.

Jeśli sama ideologia posiada w/w potencjał, należy wówczas zwrócić uwagę na to, czy społeczeństwa ogarnięte tą ideologią posiadają fizyczną możliwość by wywołać wojnę światową. Gdyby przecież nawet wszyscy muzułmanie na Ziemi zechcieli prowadzić świętą wojnę, a mieliby do dyspozycji jedynie patyki i kamienie, to zagrożenie dla świata byłoby praktycznie żadne. A ponieważ cel byłby niemożliwy do zrealizowania, to trudno byłoby znaleźć chętnych do jego realizacji…

I tak na przykładzie ISIS, które posłużyło się ideologią islamu, zaobserwowaliśmy pewien potencjał rekrutacyjny tej organizacji. Jednak był on marginalny, a do tego w dużej mierze opierał się o finanse. Do ISIS przystępowały jednostki wprawdzie z całego świata, ale w większości cechowały się nie tylko bardzo skrajnymi poglądami, ale i też bardzo małą wyobraźnią (ISIS po prostu nie mogło zwyciężyć walcząc przeciw wszystkim, dysponując jedynie bronią konwencjonalną pozyskaną od podmiotów trzecich). Drugą grupą rekrutów byli zwyczajni najemnicy, którzy sprzedawali swoje „usługi”. Tym samy widocznym jest, iż brak środków do realizacji celu = brak nośności pewnych idei (np. Jihadu). Co innego, gdyby ISIS posiadało zaplecze produkcyjne czołgów, samolotów, okrętów, a do tego dysponowałoby bronią atomową. Wówczas z pewnością potencjał rekrutacyjny znacznie by się zwiększył (o osoby równie fanatyczne, ale i logicznie myślące, a w przypadku sukcesów, dołączałyby osoby o bardziej umiarkowanych poglądach).

Wielokrotnie spotkałem się z twierdzeniem, że państwa muzułmańskie nie posiadają absolutnie żadnych argumentów, by stanowić zagrożenie dla reszty świata. Że byłyby skazane na porażkę. Że nie są wstanie dogonić „Zachodu” nawet za 100 lat, choćby z powodów technologicznych. Jest w tym sporo racji. Na dzień dzisiejszy świat muzułmański jest zbyt słaby. Jednak siłę mierzy się zawsze w odniesieniu DO. Na dzień dzisiejszy USA czy Europa są jeszcze silne. I rzeczywiście trudno jest zakładać, że nagle świat muzułmański po wielowiekowej gonitwie dogoni „zachód” pod względem technologii i przemysłu. Zwłaszcza, że połowa tego świata pogrążona jest obecnie w wojnie. Ale… Istnieją przesłanki by zakładać, iż zarówno USA jak i Europa zwyczajnie osłabną. Takie tąpnięcie może być na tyle głębokie, że uzbrojony w głowice nuklearne Pakistan przestanie zwracać uwagę na sugestie z Waszyngtonu. Wówczas ta sama siła, którą dziś oceniamy jako „słabą” w przyszłości w porównaniu do reszty świata może być już postrzegana jako zagrożenie.

Jakie musiałyby zaistnieć warunki, by jedyna ideologia o zasięgu globalnym mająca potencjał do stworzenia zagrożenia dla świata (w kontekście globalnej wojny) stała się odpowiednio silna by zjednoczyć świat muzułmański, a muzułmańskie społeczeństwa osiągnęłyby równocześnie taki potencjał, by zagrozić reszcie świata? O tym zapewne w jednym z kolejnych wpisów.

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

 

p.s. Dzięki Patryk za podsunięcie lepszego określenia pod tytuł 🙂

Dodaj komentarz