Wojna o „Nowy Ład Światowy” – którą stronę powinna wybrać Polska?

Każdy, kto interesuje się geopolityką i polityką międzynarodową z pewnością dostrzegł, iż od co najmniej kilku, jak nie kilkunastu lat trwa walka pomiędzy największymi graczami świata o zajęcie jak najlepszych pozycji przed ustanowieniem tzw. Nowego Porządku Światowego. Nowy ład ma zastąpić niefunkcjonujące już w praktyce porozumienia Jałtańskie.

Do stolika z grą o podział światowego tortu zasiadły: USA, Rosja i Chiny. Do tego towarzystwa chcą również dołączyć Niemcy, jednakże pełniący rolę krupiera Amerykanie, pominęli Berlin przy rozdawaniu, znaczonych zresztą, kart.

Wokół zielonego stolika zgromadzili się liczni gapie, którzy stworzyli niejako własny, pochodny rynek z zakładami, licytując między sobą o to, który z graczy przy stoliku odejdzie od niego jako ostatni. Środki z tych zakładów zasilają oczywiście sakiewki poszczególnych potęg.

I  tak, w chwili obecnej rząd PIS-u podporządkował politykę międzynarodową III RP woli USA, obstawiając, że to właśnie Amerykanie wyjdą zwycięsko z batalii o władzę nad światem.

Czy jest to najlepsza z możliwych dróg, którą powinna podążać Polska? Jakie alternatywy posiada nasza dyplomacja i czy rzeczywiście są one alternatywami?

Obecnie w dyskursie geopolitycznym można natknąć się na kilka zupełnie odmiennych poglądów na temat tego, jakie opcje na arenie międzynarodowej Polska rzekomo posiada i jakie powinna wybrać. Najczęściej polecane kierunki dla dyplomacji III RP to:

  • dalsza „współpraca” z USA,
  • powrót do współpracy z Berlinem oraz próba stworzenia euro-azjatyckiej potęgi z Moskwą włącznie,
  • zwrot w kierunku Chin, które mają rzekomo wyjść zwycięsko z walki o dominację światową z USA,
  • sojusz z Moskwą,
  • całkowicie niezależna polityka i stworzenie Międzymorza czy Trójmorza 🙂

 

Poniżej postaram się nakreślić główne argumenty zwolenników poszczególnych opcji, a także wymienić najpoważniejsze wady danych rozwiązań, podnoszone przez ich przeciwników.

 

  1. Wzmocnienie sojuszu z USA. Oparcie o NATO.

Koncepcja polega na tym, by zacieśniać relacje z USA i u boku Amerykanów odtworzyć całkowitą i niekwestionowaną dominację Stanów Zjednoczonych na świecie. Oczywiście zwolennicy tej drogi stoją na stanowisku, że USA obroni swoją pozycję lidera, pokaże miejsce w szeregu moskiewskiemu niedźwiedziowi, utrzyma w ryzach berlińskiego buldoga, a jednocześnie okiełzna pekińskiego smoka.

Upatruje się w tej opcji następujących korzyści:

  1. utrzymania gwarancji niepodległości dla Polski oraz zwiększenia niezależności naszego państwa od Niemiec i Rosji, co powinno wesprzeć m.in. polską gospodarkę,
  2. powierzenia Polsce roli najważniejszego przedstawiciela interesów amerykańskich na kontynencie, co powinno dać nam odpowiednią siłę polityczną na europejskiej arenie dyplomatycznej,
  3. wsparcia budowy projektu Międzymorza/Trójmorza, którego liderem stałaby się Polska, a który byłby gospodarczą i polityczną przeciwwagą dla Berlina i Moskwy, co pozwoliłoby na budowę środkowoeuropejskiej stolicy gospodarczej – Warszawy.

 

Ile na dzień dzisiejszy Polska zyskuje lub traci na sojuszu z Wielkim Bratem, opisałem szerzej tutaj.

Krytycy tego sojuszu głównie wskazują natomiast na to, że:

  1. USA może przegrać z rosnącymi w siłę Chinami, co wg niektórych jest wysoce prawdopodobne,
  2. USA próbuje blokować rozwój szlaków handlowych z Chin do Europy, a szlaki te, zwłaszcza Jedwabny Szlak lądowy może okazać się dla Polski doskonałą szansą na rozwój,
  3. pełnienie roli narzędzia w rękach amerykańskich dyplomatów stawia nas na pierwszej linii frontu przeciwko Rosji (z którą moglibyśmy współpracować), a także sprawia, że Niemcy traktują nas jak wroga Europy,
  4. istnieje ryzyko ponownego resetu stosunków z Moskwą oraz  pivotu na Pacyfik, co pozostawi nas samych wobec wrogim nam Berlinowi i Moskwie,
  5. sojusz z USA nie daje Polsce żadnych konkretnych gospodarczych korzyści (zamiast tego kupujemy od USA drogi sprzęt wojskowy i gaz), a Stany Zjednoczone są zbyt daleko by odgrywać istotny wpływ na nasz rynek.

 

  1. Powrót do współpracy z Berlinem – opcja pro-unijna.

 Jest to bodaj najbardziej popularna koncepcja alternatywna dla polityki pro-amerykańskiej. Efekty współpracy na linii Warszawa – Berlin, można ocenić na podstawie 8-letnich rządów PO. Oczywiście każdy dostrzeże tyle wad i zalet tego rozwiązania, ile posiada wiedzy na temat tego, jak funkcjonowała i nadal funkcjonuje Unia Europejska, jak działają mechanizmy dotacji, wolnego europejskiego rynku czy też tego, w jaki sposób sprawowana jest władza ustawodawcza i wykonawcza w UE. Jedni uczestnictwo w Unii będą postrzegali jako ogromny i bezapelacyjny sukces, inni zwrócą uwagę na to, że UE jest doskonałym narzędziem wyzysku gospodarczego w rękach Niemców, który wyciska ze słabszych gospodarek wszystkie życiodajne soki. Jest to bardzo obszerne zagadnienie, na zupełnie inny wpis, związany z gospodarką. W niniejszym tekście skupię się jedynie na geopolitycznym wątku współpracy pomiędzy Polską, a Niemcami.

Otóż zwolennicy omawianej opcji twierdzą, iż:

  1. współpraca z Berlinem na partnerskich warunkach daje ogromne korzyści dla Polskiej gospodarki (duża wymiana handlowa pomiędzy III RP, a RFN),
  2. współpraca z Berlinem, to stabilność i spokój w regionie, koniec konfliktu na Ukrainie, brak konfliktów i pokój – sprzyjają biznesowi, dzięki czemu i Polska będzie się bogacić,
  3. umowa partnerska Berlin – Warszawa – Moskwa to doskonały deal , na którym mogą zarabiać wszyscy, również Polacy (bo przez nasze terytorium przechodzi handel),
  4. umowa partnerska Berlin – Warszawa – Moskwa to idealny punkt wyjścia do poszerzenia jej o Chiny i stworzenie Jedwabnego Szlaku, na którym zarabiać będzie również Polska,
  5. współpraca z Berlinem może być wstępem do stworzenia Euroazjatyckiego Imperium (Paryż, Berlin, Warszawa, Moskwa, Pekin), które stanie się silniejsze niż USA, które doprowadzi do stabilności i pokoju na kontynencie, zneutralizuje awanturniczych Amerykanów i doprowadzi do ogólnego prosperity.
  6. współpraca z Berlinem na równych warunkach jest możliwa, ponieważ polski rynek jest głównym odbiorcą produktów niemieckich, a jednocześnie produkcyjnym zapleczem, więc Niemcy będą skłonni do ulegania polskim politykom i szukania kompromisów (win-win situation),

Euro, lub jak kto woli, Berlino -entuzjaści wskazują głównie na to, że Polska leży w Europie i to tutaj są nasze interesy. Tym samym powinniśmy prowadzić przyjazną z UE politykę zagraniczną, tak, by partycypować w korzyściach płynących z tej struktury. Ponieważ Amerykanie są daleko (za oceanem), nasza gospodarka nigdy nie będzie się rozwijać w oparciu o Waszyngton. Wręcz przeciwnie, tylko współpraca z bogatymi Niemcami jest szansą na rozwój gospodarczy Polski i wzmacnianie własnej pozycji. Zgodnie z tą koncepcją Polska powinna szukać sojuszy blisko, tak by nie stwarzać sobie wrogów blisko własnej granicy.

 

Biorąc pod uwagę powyższe argumenty wskazać należy, na to, że:

  1. w żadnej z w/w opcji (USA, Niemcy, Rosja, Chiny) nie możemy w sposób życzeniowy mówić o jakimkolwiek „partnerstwie”, zwłaszcza na „równych warunkach”, możemy jedynie mówić o podporządkowaniu (w tym przypadku pod RFN), bowiem Polska nie jest w tej chwili partnerem dla nikogo, a realna siła III RP nie pozwala nam na nic więcej, niż zostanie junior-partnerem,
  2. podporządkowanie się woli RFN jest szalenie niebezpieczne, bowiem państwo niemieckie posiada interes w tym, by podporządkować sobie całkowicie gospodarkę Polski oraz przejąć kontrolę nad jej terytorium (które oddziela Berlin od Moskwy),
  3. co idzie za pkt 2, państwo niemieckie nie jest zainteresowane we wzmacnianiu polskiej gospodarki (a więc i Polski jako takiej), a wręcz przeciwnie, w interesie RFN leży osłabianie III RP oraz pozyskiwanie dla Niemiec wszelkich intratnych sektorów gospodarki kosztem Polski (pozyskiwanie taniej siły roboczej, pozyskiwanie taniej montowni dla własnych produktów, rynek zbytu dla własnej produkcji, etc. etc),
  4. w historii Polski partnerskie stosunki z Niemcami/Prusami istniały tylko wówczas, gdy Polska była silniejsza i jednocześnie tylko wówczas, gdy Niemcy/Prusy nie były w sojuszu z Rosją (a dziś Berlin usilnie stara się utrzymać więzy z Moskwą, pomimo polityki USA),
  5. ponieważ zarówno Berlin, jak i Moskwa, traktują nas jedynie jako junior-partnera (co najwyżej), mówienie o porozumieniu Berlin – Warszawa – Moskwa jest objawem wielkiej życzeniowości w myśleniu, jeśli Warszawa nie stanie się silniejsza od choćby jednego z w/w sąsiadów, nigdy nie stanie się równorzędnym partnerem dla żadnego z nich, a tym samym do porozumienia może dojść, ale co najwyżej na linii Berlin – Moskwa (ponad naszymi głowami), a następnie Paryż – Berlin – Moskwa – Pekin, a w takim przypadku to nie Polska będzie zarabiać na tranzycie i handlu z Chinami, a Niemcy i Rosjanie,
  6. budowa euroazjatyckiej potęgi leży w interesie Berlina i Moskwy, bowiem zwiększy to ich potęgę polityczną i gospodarczą nad resztą Europy, co zmarginalizuje takich graczy jak Polska, której znaczenie spadnie i zupełnie stracimy możliwość wpływania na jakiekolwiek decyzje dotyczące nas samych,
  7. to USA były gwarantem niepodległości Polski po 1918 roku, jak również przyczyniły się do oderwania Polski od ZSRR w 1989 roku (dla jasności podkreślę, że to Ronald Reagan pokonał Związek Sowiecki, a nie Wałęsa czy Solidarność), jeśli Amerykańskie wpływy zostaną wyparte z Europy, to czy takim gwarantem stanie się Berlin? (pytanie retoryczne).

 

 

  1. Oparcie się o chińskiego giganta.

Zwolennicy tej drogi wskazują na nadchodzący przełom, jeśli chodzi o ład światowy. Ich zdaniem Chiny wyrosną na potęgę światową, zdolną oddziaływać politycznie nawet w takich dalekich regionach jak Europa Środkowa. Argumenty na to, dlaczego Chiny nie zostaną nawet potęgą regionalną (nie pisząc o światowej) opisałem tutaj.

Załóżmy jednak, że Chińczycy pokonali pułapkę średniego dochodu, Amerykanie upadli na skutek ogromnego krachu (co jest możliwe, ale krach w USA = krach w Chinach), potężni sąsiedzi Państwa Środka (Japonia, Indie, Rosja) z jakiś przyczyn stali się jedynie tłem dla chińskiego potencjału.

Załóżmy również, że Polska postawiła na taki bieg wydarzeń i odwracając się od USA, zabiegała o wpływy w Pekinie.

I teraz odpowiedzmy sobie na pytanie, jakie szanse na protekcję ze strony Chin ma III RP w sytuacji, gdy osamotniona Polska znajduje się de facto w niemieckiej strefie wpływów… Reżim Komunistycznej Partii Chin to żaden moralny zbawca świata. ChRL zrobi interes z tym, z kim będzie się jej bardziej opłacało. I choćby polscy politycy wydeptali Jedwabny Szlak własnymi stopami podczas politycznych pielgrzymek do Pekinu, to jeśli Berlin lub Moskwa zaoferują lepsze warunki, to właśnie oni będą cieszyć się z korzyści płynącej ze współpracy z Państwem Środka.

Jedyną gwarancją na to, by stać się partnerem dla Chin, jest stworzenie silnego, podmiotowego państwa polskiego z niezależną od Niemiec i Moskwy polityką. Zdolnego dbać o własne interesy, a więc również zdolnego zagwarantować kontrakty z Chinami. Bez takiego państwa, nie ma szans na żadne korzyści dla Polski i Polaków. A jak już opisałem wcześniej, w chwili obecnej III RP może być jedynie junior-partnerem dla RFN czy Republiki Rosyjskiej. Jako junior-partner nie będziemy wstanie wynegocjować sobie nic.

 

  1. Sojusz z Moskwą.

Układ z Kremlem… Cóż, taki manewr oczywiście jest możliwy i nawet zaistniał w historii obu państw. Tyle tylko, że wówczas Rzeczpospolita była silniejsza od Rosji i to my dyktowaliśmy warunki. Kreml nigdy nie podał nam ręki w sytuacji, gdy byliśmy słabsi. No chyba, że tylko po to, byśmy pocałowali pierścień zwierzchnika. Głupcem jest ten, kto podejmuje wciąż te same działania, spodziewają się odmiennych rezultatów. Wszystkim zwolennikom „opcji wschodniej” polecam wszelakiego rodzaju opracowania historyczne, związane z relacjami na linii Warszawa – Moskwa. Nie będę tutaj wymieniał potencjalnych zalet i wad tej drogi dyplomatycznej, bowiem wszystkie one będą tylko i wyłącznie ułudą. Absolutnie w żadnym scenariuszu, oprócz tego, kiedy to Polska byłaby silniejsza od Rosji, Kreml nie podpisze z nami układu na równych warunkach, którego wcześniej czy później nie zechciałby zweryfikować. Na swoją korzyść. Koronne argumenty dla takowego rozumowania są dwa:

  1. Moskwa nigdy nie utrzymywała partnerskich relacji na równych warunkach ze słabszymi od siebie, a nawet jeśli sprawiała takie pozory, zawsze dążyło to do ostatecznego podporządkowania drugiej strony, czasem siłą.
  2. Dla Moskwy zawsze lepszym partnerem będzie Berlin (chyba, że Polska byłaby silniejsza od Niemiec, czyli wracamy do sytuacji, w której Polska jest potęgą regionalną mogącą stawiać warunki Moskwie).

Ponieważ współcześnie Polska jest znacznie słabsza od Rosji i nie jest w stanie samodzielnie zagwarantować swojej niepodległości to jedyne na co możemy liczyć to status „bliskiej zagranicy” jak Białoruś.

Pamiętajmy, że państwo polskie nie istnieje na mapach świata, dlatego, że my sobie to państwo wywalczyliśmy od zaborców (Niemiec i Rosji). Państwo Polskie istnieje, ponieważ ZSRR przegrało Zimną Wojnę z USA i w wyniku tej porażki musiało wycofać się z Europy Środkowej. Państwo Polskie istnieje, ponieważ po II Wojnie Światowej Niemcy są politycznie trzymane na uwięzi przez USA, co widać nawet dzisiaj. Po 1989 roku RFN skupiło się na zjednoczeniu z NRD i nie było gotowe do ekspansji na wschód. Jednak już w 2004 roku Niemcy rozpoczęły gospodarczy podbój polskiego rynku, uzależniając nas od siebie w wielu dziedzinach.

Decydując się na „wschodnią opcję” musimy mieć na uwadze, że w takiej sytuacji pojechaliśmy do Moskwy by skamlać o gwarancję niepodległości. Tzn. to Kreml miałby być tym gwarantem. Czy ktokolwiek trzeźwo myślący może zakładać, że wówczas imć Putin łaskawie zagwarantuje nietykalność naszych granic i pełną niezależność gospodarczo-polityczną w zamian za to, że będziemy z nim handlować lub puścimy tranzyt z Berlina przez swoje terytorium? Przecież takie korzyści Moskwa mogłaby uzyskać poprzez narzucenie ich siłą. Zwłaszcza wespół i w porozumieniu z Berlinem.

 

  1. Całkowicie niezależna polityka Polski.

 Szanując inteligencję czytelnika pozwolę sobie na oszczędzenie zbędnych słów by opisywać fantazje i przejawy życzeniowego podejścia do rzeczywistości. Polska nie posiada siły do prowadzenia własnej niezależnej polityki międzynarodowej. Kropka. Ta autonomia, jaką posiadamy i posiadaliśmy po 89’ roku, zawsze była ograniczona wolą bądź to Moskwy, bądź Berlina, lub też Waszyngtonu (tak jest dziś).

Jeśli ktoś uważa, że obecnie stać nas na prowadzenie niezależnej dyplomacji, to pozostawię go w tym błogim świecie iluzji.

 

PODSUMOWANIE

W chwili obecnej Amerykanie prowadzą grę na osłabienie i dociśnięcie Kremla. Z tego też powodu, blokują również niektóre przedsięwzięcia polityczne i gospodarcze Niemiec. Polska wspiera politykę USA nie dlatego, że nasi decydenci podjęli taką decyzję. Nie. To USA, które najwyraźniej nadal ma ogromny wpływ na politykę w Europie, wybrało sobie w Polsce taki rząd, który będzie realizował amerykańskie interesy w regionie (no chyba, że – powtarzając za redaktorem S. Michalkiewiczem – ktoś woli wierzyć w szaloną teorię o  tym, jakoby kilku kelnerów zawiązało potworny spisek przeciw III RP i przyczyniło się do porażki PO w wyborach, nagrywając setki godzin rozmów nie tylko w słynnej sowiej restauracji, ale i w rezydencji ówczesnego premiera Donalda Tuska).

Z powyższego wynika, że nasza wola (jako społeczeństwa/narodu) jest wciąż mało istotna. Jednak z drugiej strony, może i nie ma co się tak smucić z tego powodu. Być może decyzje Amerykanów nam się mimo wszystko przysłużą. W końcu osłabienie, a może i rozpad Rosji (jak wieszczy George Friedman), jak również blokowanie i osłabianie Niemiec leży także w naszym interesie. W historii Polski, zawsze, gdy Prusy/Niemcy miały dobre relacje z Rosją, prowadziło to do marginalizacji znaczenia Polski, a w efekcie do rozbiorów naszego państwa. Tymczasem z trójki: Niemcy, Rosja, USA, Ci ostatni jako jedyni z nami nie graniczą, wobec czego nie są żywotnie zainteresowani by podporządkowywać nas sobie gospodarczo i terytorialnie. Wprawdzie Wielki Brat dba o to, byśmy nabywali od niego odpowiednią ilość broni i gazu, ale dla USA jesteśmy jednym z wielu rynków (i to dość mało istotnym), natomiast dla Niemiec, polski rynek jest jednym z głównych i najważniejszych.

Ponieważ decyzję, jak zwykle po 1939 roku, podjęto za nas, należałoby się zastanowić, czy amerykańską inicjatywę powinniśmy, jako społeczeństwo, wpierać, czy też potępiać.

W punkcie 1 niniejszego opracowania napisałem o zagrożeniach płynących z wspierania polityki USA. Rzeczywiście, jeśli amerykańska gra przeciwko Kremlowi, zaprowadzi nas do kolejnego resetu w stosunkach Waszyngton – Moskwa, to Polska przegra. Amerykanie złożą parasol ochraniający nasze głowy, a w kierunku Polski gromy ciskać będą i Niemcy i Rosjanie. Co się jednak stanie, jeśli rzeczywiście Rosja wpadnie w kolejny okres wielkiej smuty? Wówczas głównym beneficjentem osłabienia, a może i rozpadu Rosji będzie właśnie Polska.

Droga ta nie jest pozbawiona jak widać ryzyka, jednak istnieje taki scenariusz, w którym możemy rzeczywiście zyskać.

W mojej ocenie, ukierunkowanie się na pozostałe opcje, z góry skazuje nas na pełnienie roli junior-partnera, co w długiej perspektywie zawsze prowadzi do dalszego osłabiania, marginalizacji, a ostatecznie do unicestwienia słabszego państwa.

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

5 komentarzy

    1. W mojej ocenie poniekąd tak, jednak istnieje jeden scenariusz, w którym w efekcie zmian, Polska wychodzi silniejsza i bardziej niezależna niż jest w tej chwili (wparcie USA, upadek Rosji, kryzys RFN). Oczywiście wsparcie USA jest bardzo ryzykowne politycznie – ale bez podjęcia ryzyka, skazujemy się na porażkę bez podjęcia walki (w długiej perspektywie). Więc, albo bierzemy udział w wyścigu, albo sprzedajemy konia i się przyglądamy. Ale jak pisałem w artykule, wybór podjęto za nas. Wielu wskazuje na to, że Chiny rzuciły wyzwanie USA i to starcie wygrają. Ja uważam, że na dzień dzisiejszy i Chiny i Rosja starcie przegrywają. Bo, by pokonać USA nie wystarczy nie dać się zdławić. Chiny muszą mieć możliwość zabezpieczenia swoich szlaków handlowych, czyli de facto stać się imperium militarno-gospodarczym. Na dzień dzisiejszy Chiny, nawet przy pomocy Rosji, nie są wstanie zadbać o własne interesy. Amerykanie zwyczajnie odbili piłeczkę stwierdzając: „Skoro uważacie się za przyszłego lidera świata – to proszę bardzo, sami zabezpieczcie szlaki handlowe (własną gospodarkę) i gaście pożary”. Jednocześnie służby i armia USA latają po globie z zapałkami, podpalając newralgiczne punkty. Ukraina, Bliski Wschód (Syria, Irak, Jemen), gra przeciwko Iranowi… USA niewielkimi nakładami podpala świat i zarabia na handlu bronią. Dziś w ich interesie są lokalne wojny, które szkodzą wszystkim poza USA (znajdujących się na bezpiecznej wyspie – Ameryce Północnej, gdzie posiadają wszelkie potrzebne zasoby). podrawiam
      KW

      1. Kolejny świetny artykuł. Dzięki że mogę poczytać co raz to nowe ciekawe przemyślenia z którymi w wiekszosci się zgadzam. Co do Chin to one jak piszesz póki co przegrywają ale powoli (w ostatnich miesiącach szybciej) odsłaniają karty na swoja korzyść m. In. informacje BRIC o rozliczeniach opartych na zlocie albo o rzekomej wirtualnej Chińskiej krypto walucie, budowie komputerów kwantowych itd.. WYDAJE mi się że USA za bardzo ich zlekcewarzyly a teraz muszą kombinować co zrobić i co zadziała aby ich oslabic.. Oby to nie był ten reset z Rosiją o którym piszesz bo przeciągniecie „wiecznego” Prezydenta na ich stronę i napuszczenie na smoka może być jedynym wyjsciem

        1. Dziękuję 🙂 Co do przemyśleń, w mojej ocenie dojdzie do czegoś zupełnie niespodziewanego nawet przez ekspertów. Chiny wyraźnie grają na Trump-Xi deal i próbę utargowania czegoś konkretnego (i nie są to ani umowy handlowe ani nic związanego z gospodarką, bowiem Trump już to na samym początku proponował i oferta została wymownie przemilczana). Jeśli ChRL rzeczywiście dąży do odzyskania Tajwanu, to będzie musiała dać coś konkretnego USA. I tu może powtórzyć się sytuacja, która miała miejsce za Nixona. Odwrócenie Chin przeciwko Rosji. Amerykanom nie zależy na tym, by Rosja wraz z USA była przeciw Chinom. Amerykanom wystarczy sam konflikt Chiny – Rosja, a ten mogą przecież osiągnąć poprzez wpływanie na obie strony (a nie tylko poprzez „zachęcanie” Putina). Zagrożenie resetem jest dla nas najmniej korzystne, ale wbrew pozorom, w mojej opinii, mało prawdopodobne. Reset = przestawienie Rosji przeciw Chinom. W tej chwili to dla Moskwy najczarniejszy scenariusz. Czym innym jest opieranie się sankcjom i naciskom politycznym z mocarstwem, które de facto nie może Cię fizycznie ruszyć, a czym innym zadzieranie z sąsiadującą siłą o znacznie większym potencjale, która graniczy z najsłabszym rosyjskim regionem. Dla Kremla to byłoby samobójstwem. Paradoksalne ten logiczny wybór Putina, automatycznie wymusza na Amerykanach zmianę taktyki i podjęcie próby „odwrócenia” Chin. A te są przykładem pragmatyzmu dla całego Świata. Mogą obracać się w którą stronę zechcą i kiedy zechcą. I to jest gra Chińczyków. Nie być stroną sporu, a właśnie języczkiem uwagi – tak działali od tysięcy lat (opisywali to zarówno Kissinger jak i Bartosiak). I tu wracamy do politycznego majstersztyku, który się szykuje. Zarówno USA jak i Chiny mogą uznać, że są dyplomatycznymi geniuszami. Bowiem Chiny (w przypadku dealu) postawią się nie w roli przeciwnika USA, a ich sojusznika, a cały spór Waszyngton – Pekin, zamieni się w spór Waszyngton – Moskwa (zupełnie nieoczekiwanie). I znów, paradoksalnie, taki układ może również bardzo satysfakcjonować Amerykanów, którzy uznają, że skoro nie mogli nakłonić Putina przeciw Chinom, to genialnie odwrócili Chiny przeciw Rosji – co ostatecznie osłabi oba te państwa (a zwłaszcza chodzi o osłabienie Chin). Także od stołu negocjacyjnego i Chiny u USA mogą odejść w przekonaniu ogromnego zwycięstwa dyplomatycznego, pomimo tego, że oba te państwa miały z początku zupełnie inną strategię prowadzenia polityki pozdrawiam KW

  1. Dodać można, że Trump wyraźnie dogadał się z Xi, na zasadzie, że Chiny uznają póki co dominację (zwłaszcza wojskową) USA, a Amerykanie w zamian dopuszczą ich do części kontrolowanych przez nich rynków. To może dać trochę swobody Jankesom w „dociśnięciu” Rosji, która ze względu na położenie geograficzne sprawiała zawsze problemy różnym aspirantom do hegemonii. Z Polską jest spory problem z jej polityką gospodarczą, polegającą na etatyzmie, zwiększaniu obciążeń podatkowych i zadłużaniu państwa, jakby w nadziei, że prosperity będzie trwało wiecznie. A np. Amerykanie właśnie obniżyli podatki, o czym m.in. tutaj: http://polskipepe.blogspot.com/2017/12/reforma-podatkow-usa.html

Dodaj komentarz