Węzeł Kurdyjski w bliskowschodnim kotle

Jeszcze nie dokonano całkowitego rozćwiartowania islamskiej hydry, ani nie zdecydowano o podziale łupów, a już Bliski Wschód może zostać ponownie podzielony, tym razem przez Węzeł Kurdyjski.

15 września parlament autonomicznego irackiego Kurdystanu postanowił przeprowadzić referendum niepodległościowe. Już 25-go tego miesiąca! (To już trzecia taka decyzja w ciągu tygodnia – po katalońskiej i baskijskiej.)

Planom tym sprzeciwiają się Irak, Turcja, Iran, Syria, a także wspierające do tej pory Kurdów – USA.

Jednakże sugestie Washingtonu (jak i Londynu) sprowadzające się do przełożenia referendum na bliżej nieokreślony, późniejszy czas, zostały odrzucone przez prezydenta irackiego Kurdystanu – Masuda Barzaniego.

To zaś oznacza, że referendum prawdopodobnie rzeczywiście się odbędzie. I to jeszcze we wrześniu.

Tam, gdzie stracą wszystkie muzułmańskie państwa regionu, zyskać mogą oczywiście Żydzi. Dlatego premier Benjamin Natanyahu oficjalnie ogłosił, że Izrael popiera uprawnione starania Kurdów dążące do uzyskania niepodległego państwa.

 

Z punktu widzenia Kurdów

Moment na podjęcie tego rodzaju decyzji jest nadzwyczaj odpowiedni. Stanowią oni bowiem jedyną, tak na prawdę, pro-amerykańską siłę w regionie (walczą wprawdzie dla siebie, ale cele mają zbieżne z Washingtonem i to wykorzystują). To rękami Kurdów USA usuwa tzw. Państwo Islamskie i to Kurdowie ścigają się z syryjską armią Asada o odbijanie z rąk islamistów kolejnych, bogatych w ropę, terenów na terenie Syrii (osłabiając tym samym reżim).

Póki Państwo Islamskie nie zostało pokonane, Kurdowie są Amerykanom potrzebni. Póki Asad utrzymuje się u władzy w Syrii, Kurdowie mogą się jeszcze przydać (tu i później nawet w Iranie). I jest to ich jedyna karta przetargowa, bowiem żadnemu z państw, na terenie których żyją Kurdowie, nie zależy na tym, by organizowali się oni w jakikolwiek sposób. A tym bardziej w autonomię, lub nawet państwo.

Jak wspomniałem wyżej, cele kurdyjskich patriotów zbiegają się również z interesami Izraela. Żydzi, otoczeni z każdej strony politycznymi oraz religijnymi wrogami, chętnie widzieliby Bliski Wschód podzielony na słabe, małe państewka, które stanowiłyby zagrożenia dla Tel-Awiwu.

Perspektywa rozczłonkowania Syrii, Iraku, Iranu, a nawet Turcji, jest dla Izraela zbyt kusząca, by przepuścić okazję. 

Ponieważ w relacja Izreal – USA, po wyborze na stanowisko prezydenta Donalda Trumpa, nastąpiła odwilż, możliwe jest, że Żydzi przekonają Amerykanów, by Ci nadal rozpościerali nad Kurdami płaszcz ochronny.

 

Czy rzeczywiście jest szansa na powstanie zjednoczonego Kurdystanu, w którego granicach znalazłoby się 25 mln Kurdów?

W krótkiej i średniej perspektywie czasowej (tak do 20 lat) uważam, że mimo wszystko jest to niemożliwe. Kurdowie mieszkają głównie na terenach 4 państw. Syrii, Iraku, Iranu i Turcji (gdzie jest ich najwięcej ok. 12mln). O ile można już śmiało mówić o rozpadzie dwóch z nich, to Turcja i Iran (tam z kolei mieszka ok. 6 mln Kurdów) mają się jeszcze dobrze. Są to silne państwa, w których reżimy w celu utrzymania wewnętrznej kontroli potrafią użyć wszelkich dostępnych sił i środków.

Co nie zmienia faktu, że problem tzw. Państwa Islamskiego, może przerodzić się w konflikt o niepodległość Kurdystanu, który ogarnie tereny wszystkich zaborców.

A przypomnieć należy, że to właśnie m.in. przez Kurdów, prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan zdecydował się na udział w konflikcie w Syrii. To właśnie Kurdowie stali się kością niezgody pomiędzy Turcją i USA. To oni m.in. są przyczyną irackiej niechęci do Washingtonu.

Innymi słowy pisząc wszelkie dotychczasowe konflikty interesów pomiędzy sojusznikami w amerykańskim obozie (jeśli wrzucić Turcję, Irak i Izrael do jednego worka) dotyczą właśnie KurdówJest to geopolityczny, Węzeł Kurdyjski Bliskiego Wschodu. Jego przecięcie będzie jednak bardzo trudne.

Węzeł Kurdyjski

Z jednej strony Kurdowie zajęli już znaczną część terytorium północnej Syrii i Iraku i weszli na ścieżkę wolności, z której już zejść nie mogą (wola społeczeństwa jest zbyt silna, by kurdyjskie władze mogły, nawet gdyby chciały, zabrać ludziom broń i rozpuścić ich do domów nakazując porzucenie „sprawy”). Wsparcie Izraela i USA stanowią również bardzo istotny argument.

Z drugiej strony Syria wspierana przez Rosję wcale nie musi respektować obecności Kurdów. Irak jest wprawdzie pod silną kontrolą USA, ale władze z Bagdadu z pewnością będą robić wszystko, by również pozbyć się problemu (nawet wbrew światowemu hegemonowi). Zwłaszcza, że szyickie władze tego państwa coraz śmielej podejmują rozmowy w Iranem.

I tutaj dochodzimy do Turcji… Zbieżność interesów coraz bardziej przeciąga Recepa Erdoğana do Rosji, a nawet Syrii. „Odwrócenie” Turcji byłoby dla Władimira Putina wielkim sukcesem, a być może mogłoby nawet grozić początkiem rozpadu NATO (a przynajmniej tak reklamowałaby Rosja wyjście Turcji z NATO).

Kocioł Bliskowschodni wciąż się gotuje, a kolejne frakcje dolewają oliwy do ognia. Choć życzyłbym sobie, by to historyczne nawiązanie okazało się bezpodstawne…

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, podatki – blog


Nie zapomnij o skomentowaniu/udostępnieniu tekstu! Mogłeś go przeczytać, tylko dzięki temu, że autor mobilizuje się do pisania bloga 🙂 Pomóż autorowi w rozwijaniu bloga. Niniejszy tekst kosztował kilka godzin pracy. Czytanie z pewnością zajęło kilka minut, a wstawienie komentarza/ocena tekstu to zaledwie kilka sekund Twojego wysiłku. Dziękuje 🙂 KW

Źródła:
http://forsal.pl/swiat/aktualnosci/artykuly/1071484,nowe-panstwo-na-bliskim-wschodzie-kurdyjski-parlament-zaaprobowal-referendum-niepodleglosciowe.html
http://oilprice.com/Geopolitics/International/OPECs-No-2-Faces-Civil-War-Threat.html
https://www.bloomberg.com/news/articles/2017-09-13/israel-endorses-kurdish-independence-in-lone-show-of-support

Dodaj komentarz