Negocjacje Atomowe – co się stanie, jeśli nie dojdzie do spotkania Kim Dzong Un – Donald Trump?

Ósmego maja D. Trump wycofał się z porozumienia nuklearnego z Iranem i ponownie wprowadził sankcje przeciwko Persom. Tego samego dnia poinformowano również o tym, iż dzień wcześniej doszło do drugiego spotkania pomiędzy Xi Jingpingiem i Kim Dzong Unem w Pekinie. Czy oba wydarzenia można ze sobą powiązać? Przecież treść decyzji Trumpa można było przewidzieć znacznie wcześniej, po wysłuchaniu konferencji ze spotkań Trump – Merkel i Trump – Macron. Czy Chiny, przewidując ruch Stanów Zjednoczonych wobec Iranu, postanowiły zmienić zasady gry w sprawie Korei Północnej? Oczywiście, są to tylko spekulacje, ale warto przyjrzeć się dalszym wydarzeniom i ich chronologii.

Już 15 maja Korea Płn. zawiesiła rozmowy pokojowe z Koreą Płd. Oficjalnym powodem tego miały być coroczne manewry wojskowe USA/Korea Płd. o kryptonimie „Max Thunder” (wcześniej zapowiadane i już raz przełożone). 23 maja amerykański MON cofnął zaproszenie dla Chin do międzynarodowych manewrów floty na Pacyfiku. Dzień później Donald Trump wystosował list otwarty do północnokoreańskiego dyktatora, w którym odwołał szczyt zaplanowany na 12 czerwca. Pomimo tego, że tego samego dnia Korea Płn. przy obecności zagranicznych obserwatorów zamknęła poligon nuklearny.

Chińczycy szybko odpowiedzieli. 25 maja chińskie bombowce okrążyły Tajwan. Z kolei 27 maja doszło do spotkania pomiędzy prezydentem Rosji – Władimirem Putinem i premierem Japonii – Shinzo Abe, na którym jednym z tematów rozmów była sytuacja na półwyspie koreańskim. Tego samego dnia nastąpił ponowny zwrot, jeśli chodzi o spotkanie Kim-Trump. Amerykański prezydent ogłosił, że wysłał delegację w celu zorganizowania spotkania w Singapurze w pierwotnie planowanej dacie (12 czerwca). Ponadto znów zasugerował, że wszystko jest na najlepszej drodze do tego, by do porozumienia jednak doszło:

D.Trump, Twitter:

“Our United States team has arrived in North Korea to make arrangements for the Summit between Kim Jong Un and myself. I truly believe North Korea has brilliant potential and will be a great economic and financial Nation one day. Kim Jong Un agrees with me on this. It will happen!”

 

Historia powoli zaczyna przypominać fabułę serialu brazylijskiego z licznymi zwrotami akcji (kocha? nie kocha? kocha?). Niewątpliwie mamy znów do czynienia z pewnego rodzaju przepychankami negocjacyjnymi. Tylko dlaczego? Skoro już umówiono datę szczytu (przeważnie na takich spotkaniach dochodzi już tylko do potwierdzenia wcześniej ustalonego, wspólnego stanowiska), to możliwości są dwie:

  1. albo obie administracje (USA i Korei Płn.) nie wypracowały wcześniej nawet szkicu potencjalnego porozumienia (zawierającego żądania każdej ze stron i określającego cele, jakie należy osiągnąć w drodze negocjacji),
  2. albo wypracowane uzgodnienia straciły na aktualności.

Pierwsza z opcji zakłada, że administracja Donalda Trumpa jest dość naiwna, jej ludziom brakuje kompetencji, a co za tym idzie jako całość nie potrafi odpowiednio prowadzić negocjacji. Biorąc pod uwagę fakt, że pracuje tam dość doświadczona kadra, a sam Donald Trump musi mieć dobrze opanowane techniki negocjacyjne (z racji doświadczeń biznesowych), osobiście wolę jednak zakładać, że najpotężniejszym państwem świata nie rządzą idioci (byłaby to zbyt łatwa odpowiedź na trudne pytania).

Ponieważ w mojej opinii, pod płaszczem problemu koreańskiego, wciąż mamy do czynienia z negocjacjami pomiędzy Pekinem (co wyjaśniłem szerzej w kilku tekstach m.in. w ostatniej analizie dot. ew. zjednoczenia Korei), a Waszyngtonem, to zwrócić przede wszystkim należy uwagę na to, jak zmieniła się w międzyczasie sytuacja z punktu widzenia Chin.

I tutaj wracam do, nieprzypadkowo wymienionego na początku wpisu, Iranu. Który jest kluczowym państwem dla Chin, jeśli chodzi o dostęp do bliskowschodnich surowców energetycznych (gaz/ropa) oraz z uwagi na przebieg Nowego Jedwabnego Szlaku, którego jedna z głównych nitek wiedzie przez Teheran.

Oczywistym jest, że powrót do sankcji przeciw Persom był skierowany również, a może i przede wszystkim przeciwko chińskim interesom, o czym pisałem w tekście o Iranie. Blokada tego państwa może stanowić dla Chin bardzo istotny geopolityczny problem.

Dlatego stawiam tezę, iż wstępne porozumienie dotyczące zjednoczenia Korei nie zawierało w swojej treści słowa o innych regionach świata (w tym o Iranie). Amerykanie uzgodnili pewne szkice stanowisk z Chinami (bo przecież to z Pekinem tak na prawdę negocjuje USA, a nie z Koreą Płn.), a następnie zdecydowali się na zerwanie porozumienia z Iranem. To z kolei bardzo nie spodobało się władzom z Pekinu. Które postanowiły renegocjować koreańskie porozumienie. Z jednej strony, Stany Zjednoczone mogą uważać ten temat za zupełnie odrębny i zamknięty, z drugiej, Chiny chcą włączyć do negocjacji kwestie Iranu. A pomiędzy młotem, a kowadłem znalazł się Kim Dzong Un, który zdaje sobie sprawę z tego, iż stawką w tej grze jest jego głowa. Tyle tylko, że bez Pekinu nie będzie w stanie sam negocjować z Waszyngtonem, więc musi podążać za decyzjami Xi Jingpinga.

 

Co się stanie, jeśli do spotkania z Kimem nie dojdzie?

Jeśli Chiny z USA nie doprecyzują spornych kwestii, to Kim Dzong Un wycofa się z negocjacji (albo zrobią to Amerykanie, zrzucając winę na koreańskiego dyktatora). W obu przypadkach, Kim znajdzie się w bardzo przykrej dla siebie sytuacji. Donald Trump, z przyczyn wizerunkowych, nie będzie chciał ponownie siadać z nim do rozmów, a tym bardziej zawierać jakiegokolwiek układu.

Pomiędzy Chinami, a USA ponownie dojdzie do podbijania stawki w toczących się negocjacjach. Objawem tego będzie „wojna na przyciski”. Innymi słowy, Kim Dzong Un i USA zaczną sobie grozić atakami nuklearnymi. Dlaczego? A jaki inny argument posiadają USA w tym sporze, oprócz argumentu siły? Jak inaczej zademonstrować siłę, gdy wcześniej nie poskutkowało zgromadzenie amerykańsko-japońskiej floty, w której skład wchodziły 3 lotniskowce?

Mając to na uwadze, możemy być świadkami bardzo „gorącej” zimnej wojny. Oczywiście, w moim przekonaniu, do żadnego militarnego konfliktu rzeczywiście nie dojdzie (ani amerykańsko-chińskiego, ani amerykańsko-koreańskiego). Chiny nie mogą pozwolić sobie na upadek północnokoreańskiego reżimu. A konkretniej, nie mogą sobie pozwolić na utratę kontroli nad tym odcinkiem frontu. Jeśli Amerykanie są w stanie, od strony technicznej, przeprowadzić skuteczny, wyprzedzający, nuklearny bądź konwencjonalny atak na Koreę Północną, który zminimalizuje ryzyko odwetu – to posiadają przewagę w tej licytacji. Pekin zwyczajnie nie będzie chciał dopuścić do uderzenia na Koreę Płn. I dlatego w jego interesie leży uchronić koreańską północ przed konfliktem.

Oczywiście istnieje jeszcze problem „zakładników”. O ile Amerykanie posiadają prawdopodobnie zdolności do obrony swojego terytorium przed pociskami Kima, o tyle w bardzo złym położeniu strategicznym znajduje się Seul, Korea Południowa, a może nawet i Japonia. Na ile Waszyngton okaże się zdeterminowany, a na ile będzie czuły na presję sojuszników? Być może to się okaże (oby nie).

 

Podsumowując.

Wydaje się, że porozumienie dotyczące Korei Północnej musi zostać zawarte. I to w stosunkowo krótkim czasie. Na tym przynajmniej zależy Stanom Zjednoczonym i do tego właśnie będzie dążyć Donald Trump. Czyli do „załatwienia sprawy”. Dlaczego? Ponieważ Korea Płn. to dość niewygodny cierń dla USA, który nie odgrywa wielkiej roli w międzynarodowej, geopolitycznej układance, a który jest niejako lewarem, którym posługują się Chiny. Lewarem, który odciąga uwagę Stanów Zjednoczonych od znacznie ważniejszych frontów walki z Chinami o utrzymanie światowej hegemonii. Dlatego obserwujemy taką determinację w poczynaniach amerykańskiej administracji. Trump chce domknąć ten temat jak najszybciej i niemal za każdą cenę. Nawet, jeśli będzie musiał grozić uderzeniem nuklearnym (co już zresztą wcześniej sugerował, pisząc o furii i własnych przyciskach nuklearnych).

Dlatego też w niedalekiej przyszłości będziemy zapewne świadkami bardzo zdeterminowanej i jednocześnie twardej postawy USA w sprawie Korei Płn. Denuklearyzacja półwyspu koreańskiego to dla Stanów Zjednoczonych priorytet. O ile Chinom wcale nie musi zależeć na czasie,  o tyle Waszyngton będzie mocno w tej sprawie naciskał.

W przypadku, gdyby okazało się, że do porozumienia Kim-Trump nie dojdzie w najbliższych tygodniach, to Kim przestanie być wiarygodnym partnerem dla USA. Wówczas ewentualny układ będą musiały zawrzeć oficjalnie Chiny. Już nie jako gwarant, a jako strona porozumienia, na której ciążą pewne obowiązki. I to również jest sprawą kluczową dla USA. By deal Xi-Trump był firmowany właśnie nazwiskiem Chińczyka (z wszelkimi tego konsekwencjami politycznymi, prawnymi i geopolitycznymi).

To czy taki układ zostanie zawarty już w czerwcu, powinno stać się jasne w przeciągu kilku najbliższych dni. Zapewne szybko przekonamy się również, czy potrzebna będzie stronom „negocjacyjna dogrywka”, czyli powrót do gróźb i podbijania stawki. Wówczas temat Korei Płn. znów nie będzie schodził z czołówek mainstreamowych mediów.

 

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

7 komentarzy

  1. 1. Odwołanie szczytu: Możliwa jest jeszcze 3. opcja – ustalenie terminu było elementem taktyki negocjacyjnej. Po jakimś wstępnym porozumieniu USA dały marchewkę zakończoną kijem: Czas jest bliski więc szybko dopinamy detale po naszej (USA) myśli i będzie dobrze. Jeśli będziecie się stawiać szczytu nie będzie i będzie dla was źle.

    2. Jak miałby wyglądać deal? Kim się rozbraja (w jakim zakresie?) i wszystko zostaje po staremu? Jak USA miałyby zagwarantować sobie, że sytuacja się nie powtórzy?

    1. Możliwą treść dealu opisywałem dość obszernie w poprzednim tekście dot. Zjednoczenia Korei 🙂
      pozdr
      KW

    1. Znam tą narrację, a w mojej opinii, bez Pekinu, Korea Płn. już dawno musiałaby kapitulować. Tylko dostawy z Chin trzymają to państwo i jego reżim przy życiu. A skoro tak, to zależność jest ogromna i oczywista. W konsekwencji, to nie Kim rozdaje karty i rozgrywa, tylko Xi. Kim w tym wszystkim widzi własny interes (tzn. rzeczywiście może ugrać dla siebie „free jail card”, ale to maks.), ale to Chiny kierują negocjacjami.
      pozdr
      KW

Dodaj komentarz