Czemu Chiny nie staną się dominującą siłą w Azji?

Postawiona w tytule teza może wydawać się niektórym dość kontrowersyjna. Jest to tytuł pracy, jaką opublikował w 2015 roku australijski duet w osobach profesorów Paula Dibba oraz Johna Lee. Ponieważ w ostatnim czasie trafiłem na wykład w/w panów dotyczący właśnie wspomnianego tematu, postanowiłem przekazać kilka dość interesujących spostrzeżeń (zapewne stały się one powodem podjęcia decyzji przez australijski rząd o dalszym wspieraniu i współpracy z USA).

Autorzy opracowania podzielili temat na trzy zagadnienia dot. gospodarki, polityki zagranicznej i potęgi militarnej.

Oto wybrane przeze mnie argumenty obu panów (i nie tylko ich) stojące u podstaw tezy, że Chiny nie staną się dominującą siłą w Azji (o całym świecie nie wspominając).

Gospodarka

Silna gospodarka to podstawa do tego, by zdominować dany region geograficzny. Tymczasem prof. John Lee (który był odpowiedzialny za tematy związane z gospodarką) jest zdania, że siła chińskiej gospodarki, sterowanej centralnie, jest w rzeczywistości dość krucha. Wzrost gospodarczy Chin był wprawdzie imponujący, jednak wynikał przede wszystkim z dużej ilości inwestycji (w infrastrukturę i produkcję) oraz dużego eksportu (tania siła robocza, dzięki której Chiny zalały zachodnie rynki własnymi produktami). Różnice w kosztach produkcji zaczynają się jednak zacierać, przez co skala eksportu będzie wyhamowywać, a jednocześnie rynek wewnętrzny nie został, zdaniem prof. Lee, odpowiednio doinwestowany. Chińczycy stosunkowo nieliczną część zysków ze swojego wzrostu przeznaczyli na zbudowanie klasy średniej. Tym samym, po wzroście płac, obniżeniu wielkości eksportu, chińskie fabryki nie będą miały dostatecznej ilości odbiorców swoich produktów, by utrzymać dotychczasowy pułap produkcyjny. W konsekwencji może dojść do zwiększenia bezrobocia i zastopowania wzrostu gospodarki. Dlatego:

  1. Chiny nie utrzymają tempa wzrostu gospodarczego (w PKB) przez kolejne lata,
  2. Chiny najprawdopodobniej wpadną w tzw. pułapkę średniego dochodu.

Ponadto prof. Johna Lee wskazuje na to, że:

  1. demografia Chin jest tragiczna i już w 2035 roku na każdego emeryta będą przypadać jedynie 2 osoby (w 2015 roku było to 5,5 os. na 1 emeryta, w 1979 roku 7 os./em.),
  2. Chińskie zadłużenie jest ogromne i stale rośnie (dziś znajduje się na pułapie 260%, ale wg niektórych źródeł nawet 350% w stosunku do chińskiego PKB), a duża część kapitału została zainwestowana w nieruchomości, które w dniu dzisiejszym nie przynoszą żadnych zwrotów (drogi prowadzące do nikąd, nieużywane mosty, nie zasiedlone, nowo-wybudowane całe miasta).

Parę obrazków 🙂 :

Jednocześnie wielu sceptyków wskazuje na to, że Chiny nie posiadają dostatecznego potencjału naukowego, dzięki któremu przemysł mógłby wdrażać nowe technologie. A właśnie dzięki nowoczesnym technologiom, można przezwyciężyć pułapkę średniego dochodu (co udało się np. Japonii).

Na co zwraca często uwagę George Friedman, ogromna część chińskiego społeczeństwa (ponad miliard ludzi) nadal nie partycypuje w zyskach z rosnącej gospodarki. Chińska prowincja jest wciąż biedna. Tymczasem chińskie elity wyprowadzają na skalę masową, fundusze poza granice własnego państwa. To zdaniem Georga Friedmana świadczy o tym, że sami Chińczycy obawiają się o własny majątek ulokowany w chińskiej gospodarce i wolą przenosić prywatny kapitał za granicę.

Osobnym problemem dla chińskiej gospodarki jest korupcja w systemie. Jej skala oceniana jest na bardzo wysoką, a sprzyja temu zjawisku dość duże powiązanie biznesu z polityką. Ponieważ najbogatsze chińskie firmy powstawały na styku prawa, środki na ich rozwój często pochodziły z budżetu państwa, a właściciele tych firm bądź też sami są/byli politykami lub też należą do osób bardzo powiązanych i uzależnionych wręcz od klasy politycznej, to prawdziwa klasa średnia oparta o małe i mikro-przedsiębiorstwa ma poważne problemy z przebiciem się na rynku. To z kolei znów rodzi pytanie, czy Chiny zdołają utworzyć dostatecznie liczną i bogatą klasę średnią, by ta napędziła rynek wewnętrzny, który wcześniej czy później będzie musiał stawić czoła rozpędzonej lokomotywie przemysłowej.

 

Polityka zagraniczna

Zdobycie pozycji dominującej w danym regionie wiąże się również z pozyskaniem odpowiednich wpływów dyplomatycznych. I tutaj Chiny posiadają ogromne trudności. Australijscy autorzy wskazują słabość polityki zagranicznej Chin. Przede wszystkim Chiny nie posiadają praktycznie sojuszników w swoim sąsiedztwie. Jedyne państwa im przyjazne to słaba i zacofana Korea Północna, która momentami może stanowić ciężar polityczny dla Pekinu oraz Pakistan, który jest z kolei uwiązany w konflikt z Indiami.

Dibb i Lee nie zaliczają do przyjaciół Chin – Rosji. I chyba słusznie. Rosja zawsze była postrzegana przez Chińczyków, albo jako zagrożenie, albo jako konkurent. I vice versa. Tym samym nawet w obliczu strategicznego partnerstwa oba państwa patrzą na siebie z dużą dozą nieufności.

Wszystkie inne kraje regionu postrzegają Chiny, jako państwo roszczeniowe, przeciw któremu należy szukać sojuszy. Obraz taki powstał w wyniku wysuwania przez Chiny roszczeń w stosunku do Japonii (wyspy Senkaku) , Tajwanu (polityka jednych Chin), Filipin i Wietnamu (Morze Południowochińskie), a także w wyniku zajęcia Tybetu.

Wskazać ponadto należy, że Chiny są odbierane jako potencjalne zagrożenie dla Indii, które wciąż pamiętają napaść zbrojną z 1962 roku oraz upokorzenie jakiego doznały na skutek traktatu pokojowego.

W konsekwencji tak prowadzonej polityki zagranicznej, Chiny nie mogą raczej liczyć na pokojową ekspansję w regionie, prowadzoną przy pomocy własnej siły gospodarczo –kulturowo – politycznej.

Zwłaszcza, iż Państwo Środka, w opinii wielu komentujących, nie posiada tzw. soft power, na co często zwraca uwagę m.in. indyjski znawca tematu Shashi Tharoor. Chińska kultura, język i obyczaje są dla reszty świata kompletnie obce. Jednocześnie poczynania komunistycznej partii, jeśli chodzi o dyplomację oraz przestrzeganie praw człowieka choćby u siebie w kraju, kreują w świecie bardzo negatywne postrzeganie Chin, jako ośrodka cywilizacyjnego.

To wszystko sprawia, iż najdłuższa na świecie, lądowa granica Chińskiej Republiki Ludowej jest jednocześnie jedną z tych, które wymagają ogromnego wysiłku by ją zabezpieczyć. Zarówno ze względów politycznych, jak i geograficznych (długa i często przebiegająca wzdłuż trudno dostępnych terenów).

Z tego wynika również inna, niezwykle istotna konstatacja. Chiny są państwem lądowym. Paul Dibb i John Lee zwrócili uwagę na to, że żadnemu z kontynentalnych mocarstw nie udało się nigdy zostać potęgą morską. Próbowała tego Francja, próbowały tego Niemcy, a także ZSRR. Żadna z tych potęg nie podołała temu wyzwaniu.

Dlaczego opanowanie mórz i oceanów jest dla Chińczyków niezwykle istotne? Bowiem niemal cały eksport z Chin odbywa się drogą morską poprzez Cieśninę Malakka i Ocean Indyjski. Chiny nigdy nie staną się dominującą siłą, jeśli nie będą wstanie samodzielnie zabezpieczyć swojej gospodarki (która opiera się o eksport).

 

Potęga militarna

Zdaniem prof. Paula Dibba, istnieją zaledwie dwie przesłanki do tego, by uznać, że dane państwo stało się militarną potęgą światową i są to:

  1. możliwość uderzenia nuklearnego w dowolny punkt na świecie (posiadają ją na razie tylko USA i Rosja),
  2. możliwość uderzenia konwencjonalnego w dowolnym punkcie na świecie (dziś w zasadzie taką zdolność posiadają tylko Amerykanie).

Na dzień dzisiejszy Chiny nie posiadają żadnej z tych zdolności, a w zakresie tej drugiej, nie zapowiada się, by mogły ją pozyskać w najbliższej perspektywie czasowej.

Prof. Paul Dibb powołał się na raport pentagonu, zgodnie z którym Chiny nie posiadają nawet dostatecznych możliwości desantowych, by zbrojnie zająć Tajwan. Armia Chińska, choć liczna, jest wyposażona w dużej mierze w przestarzały sprzęt, a modernizacja postępuje stosunkowo wolno (jak wiadomo, im większa armia, tym trudniejsza i bardziej kosztowna modernizacja). Jednak o ile poprawa w kwestiach związanych ze sprzętem, leży w możliwościach Pekinu, o tyle dużo trudniejsze będzie podwyższenie kwalifikacji żołnierzy. Słabe wyszkolenie i brak doświadczenia chińskiej armii jest jej jednym z największych problemów. Ponoć chińscy oficerowie poświęcają w trakcie szkolenia nawet 20-25% czasu na uczenie się teorii Marksa i Lenina… (Aż nie chce mi się w to wierzyć, ale może to prawda?)

Dibb, opierając się na dane przekazane przez Amerykanów, podkreślił, że Chińczycy posiadają ogromne braki w kwestii zdolności wykrywania okrętów podwodnych. Jednocześnie ich systemy obrony przeciwlotniczej również posiadają ograniczone możliwości. Tym samym Chińczycy są wrażliwi na skierowane przeciwko nim operacje okrętów podwodnych oraz lotnictwa (zwłaszcza samolotów nowej generacji – wyposażonych w system stealth). W kontekście obrony szlaków morskich, są to bardzo poważne ograniczenia.

Ponadto flota podwodna Chin również posiada słabości. Ponoć nowe, chińskie okręty podwodne generują wiele hałasu, co ułatwia ich detekcję i zniszczenie. Jednocześnie nie wiadomo, na ile chiński system odstraszania A2/AD jest w pełni sprawny. Amerykanie mają poważne wątpliwości co do tego, czy Chińczycy potrafią w czasie rzeczywistym namierzyć i przekazać precyzyjnie cele nawodne (okręty/lotniskowce) dla swoich wyrzutni rakiet przeciw okrętowych.

Zdaniem Amerykanów (o których dane opiera się Dibb – co może być dość ryzykowne) Chiny pod względem technologicznym znajdują się ok. 20 lat za USA. Jako przykład australijski profesor podaje fakt, iż Chińczycy pracowali 35 lat nad nowoczesnym silnikiem odrzutowym. Nie udało się i gotową technologię kupili w końcu od Rosjan (którzy wcale nie są pionierami).

Warto również przytoczyć argumenty powtarzane przez Georga Friedmana. Amerykanin twierdzi, że pomimo tego, iż Chiny budują swój lotniskowiec, to nie posiadają admirała. Ponadto zwraca uwagę na fakt, że by lotniskowiec mógł operować, należy wesprzeć go odpowiednią eskortą – czego Chińczycy również nie mają.

Friedman dostrzega to, że Pekin posiada tysiące czołgów, ale podkreśla również „brak sierżantów”. Tymczasem konflikty zbrojne prowadzone są nie tylko za pomocą sprzętu, ale przede wszystkim ludzi. Osób dobrze wyszkolonych, z doświadczeniem, którzy działają w ramach sprawdzonego systemu dowodzenia opartego o sprawdzone koncepcje militarne.

Bez tego trudno jest skutecznie prowadzić konflikt.

 

UWARUNKOWANIA

W kontekście w/w argumentacji, podkreślenia wymaga jedna kwestia. O ile analizy prowadzące do wniosku, że USA powoli stają się bezradne, jeśli chodzi o obronę tzw. Pierwszego Pierścienia Wysp – posiadają silne oparcie, o tyle słabość USA w tej przestrzeni nie oznacza automatycznie potęgi Chin. Chiny najprawdopodobniej są wstanie skutecznie odstraszyć agresorów od własnego wybrzeża (i granic lądowych), jednak jednocześnie wydają się nie być jeszcze zdolne do podjęcia walki z dala od własnego terytorium.  A przecież by dominować region, nie wystarczy się okopać. Trzeba posiadać możność wpływania na ten region. Gospodarczą, polityczną, kulturalną (soft power), albo militarną.

Tym samym, jeśli ktoś twierdzi, że Chiny są silne w aspekcie gospodarczym czy militarnym, to z pewnością nie powinno to rodzić wielu zastrzeżeń. Jednak, jeśli ktoś wskazuje na to, że Chiny posiadają pozycję dominująca w regionie (lub będą ją posiadać w krótkim czasie), nie mówiąc już o całym globie, to wówczas należy ocenić siłę i zdolności Państwa Środka w kontekście możliwości realizowania określonych zadań.

Do głównych zadań dla ewentualnego mocarstwa chińskiego należy niewątpliwie zabezpieczenie szlaków handlowych do Europy i Bliskiego Wschodu (eksport, import surowców). I tutaj Chiny nie są zawieszone w pustej przestrzeni. Muszą mierzyć się z konkretnymi siłami państw trzecich.

PUNKTY ODNIESIENIA

By ocenić zdolność Chin do zdominowania regionu, należy porównać ich siłę do siły państw tego regionu. Innymi słowy, odpowiedzieć na pytanie: kogo Chińczycy muszą zdominować? I tutaj pojawia się lista, która może nieco zachwiać ufnością w potęgę Państwa Środka:

  1. Japonia, bardzo silna, 126 milionowa gospodarka, dysponująca nowoczesną i silną flotą morską,
  2. Rosja, posiadająca najpotężniejszy środek odstraszania (broń jądrowa),
  3. Korea Południowa, silna 50 milionowa gospodarka, dysponująca nowoczesnymi siłami zbrojnymi wspieranymi przez USA,
  4. Indie, druga najliczniejsza populacja Świata, wyposażona w atom, odgrodzona od Chin Himalajami,
  5. Pakistan, 186 milionowe państwo muzułmańskie dysponujące bronią jądrową,
  6. Filipiny, wyspy zaludnione 103 milionami ludności, które od Chin oddzielone są Morzem Południowochińskim,
  7. Indonezja, najgęściej zaludnione wyspy (260 mln ludności), bez których nie da się kontrolować Cieśniny Malakka.
  8. Australia, ogromny lotniskowiec USA, państwo-kontynent, bez granic lądowych, które może inwestować jedynie w siły morskie i powietrzne.
  9. Wietnam, 90 milionów ludności zamieszkujących trudno dostępne tereny Półwyspu Indochińskiego, państwo symbol – militarnej porażki USA.
  10. Niezwykle trudno dostępne Laos, Birma i Kambodża.
  11. Nieźle radząca sobie i odizolowana od Chin Tajlandia.

 I chyba najważniejszy punkt odniesienie. Flota USA.

 Pominę sąsiadów znajdujących się na peryferiach – tj. Kazachstan, Mongolia, Kirgistan, czy Tadżykistan. Należą oni bowiem do innego regionu (podobnie jak Pakistan czy Indie, jednak zwłaszcza te drugi mają bardzo istotny wpływ na Chiny, z uwagi na swoją siłę).

W mojej opinii, Chiny nie są jeszcze wstanie samodzielnie (np. bez zgody USA) zdominować nawet najbliższych sobie państw regionu takich jak Tajwan czy Korea Południowa. Taką zdolność nabędą zapewne w najbliższej przyszłości, ale czy będą wstanie wbrew woli państw ościennych oraz mocarstwa światowego – USA, wprowadzić taki plan w życie?

Zwrócić należy uwagę na to, że słabości politycznych i gospodarczych, Chiny nie są wstanie nadrobić w sferze militarnej. Interwencja wojskowa w którymkolwiek kierunku może bowiem narazić Chiny na odpowiedź np. ze strony Indii, Rosji czy USA. Co z tego, że Chiny będą wstanie wygrać militarnie z Wietnamem, jeśli państwo to zostanie wsparte przez Indie i USA? Tak więc w przypadku wyżej opisanych słabości politycznych (brak przyjaciół w sąsiedztwie), Chiny musiałby mieć zdolność do dominacji militarnej nad całą frakcją państw, które wystąpiłyby przeciwko Pekinowi. To natomiast, w przypadku tak silnego sąsiedztwa, jest ogromnym wyzwaniem. Agresywna polityka Chin sprawiła, że kraje ościenne w naturalny sposób próbują stworzyć przeciwwagę dla Państwa Środka, łącząc się w sojusze i szukając wsparcia w USA. Innymi słowy, Pekin sam wpycha region w strefę wpływów Stanów Zjednoczonych.

Tymczasem podkreślenia wymaga to, że Chiny nigdy nie były wstanie zdominować choćby pojedynczej Japonii (wręcz odwrotnie, ulegały sile Japończyków). Dziś wydaje się to również nieosiągalne. Tokio dysponuje ogromną przewagą technologiczną, jak również posiada drugą najpotężniejszą flotę świata. Ponadto może pozyskać broń jądrową w bardzo krótkim czasie (technologicznie Japończycy są do tego przygotowani, hamują ich jedynie ograniczenia polityczne). Również z uwagi na fakt posiadania atomu, Chiny nie mogą naciskać militarnie ani Indii, ani Rosji (tą drugą mogą zdominować gospodarczo). Wszystkie państwa wyspiarskie (Filipiny, Indonezja, Australia) są poza strefą oddziaływania Chińskiej floty i pozostaną poza nią jeszcze przez długie lata (o ile będą połączone sojuszem z Japonią i USA).

 

WNIOSKI

Oczywiście Chiny inwestują ogromne środki w przyszły rozwój gospodarki, wpływów politycznych i armii, a na powtarzane przez Australijczyków argumenty Amerykanów należy patrzyć z dozą rezerwy. Jednak trzeba być również świadomym tego, że do niedawna Pekin walczył dopiero o wpięcie się do międzynarodowego systemu handlowego oraz o niezależność gospodarczo – polityczno – wojskową od zachodu. O ile cele te zostały w głównej mierze osiągnięte, o tyle do zdobycia dominacji choćby w regionie zachodniego Pacyfiku potrzeba zupełnie innych środków, którymi Pekin jeszcze nie dysponuje.

Przykładowo, jeśli chodzi o gospodarkę. Chiny muszą stać się źródłem siły, a nie pozyskiwać ją z zewnątrz (gromadzenie kapitału poprzez eksport). Jeśli Chińczycy staną się bogatym społeczeństwem, nie wpadną w pułapkę średniego wzrostu, to wówczas nie tylko pomogą własnej gospodarce, ale i będą mogli lepiej wspierać gospodarki sąsiadów (import i konsumpcja ich towarów). A to radykalnie zmieni nastawienie polityczne państw ościennych (z powodu realnych korzyści partnerstwa z Chinami, które dziś są tylko i wyłącznie konkurentem i zagrożeniem).

Takie przestawienie gospodarki (co Chińczycy rzeczywiście starają się wykonać) otworzy nowe możliwości dyplomatyczne. Oczywiście tylko wówczas, jeśli Komunistyczna Partia Chin przestanie uprawiać politykę roszczeniową i rozwiązywać spory poprzez stosowanie metody faktów dokonanych (vide budowa wysp na Morzu Południowochińskim). Tutaj należy podkreślić, że odbudowa wizerunku będzie niezwykle trudna. Szkody zostały już poczynione, a nie widać by Pekin się tym przejmował i zamierzał zmienić politykę.

Z kolei do stworzenia floty zdolnej operować z dala od własnych wybrzeży, która będzie mogła stawić czoło flocie amerykańskiej, nie tylko potrzeba silnej gospodarki i pracy w stoczniach. Niezbędne jest również równoczesne rozwijanie technologii w placówkach naukowo-badawczych oraz koncepcji w sztabach operacyjnych. To wszystko jednak na nic, jeśli Pekin nie stworzy sobie przestrzeni politycznej pozwalającej na wypłynięcie chińskich okrętów poza Pierwszy Pierścień Wysp. Bowiem nawet potężna flota, może zostać uwięziona w wąskich cieśninach i przesmykach, kontrolowanych przez przeciwników politycznych.

 

Reasumując, Chiny, by zdominować region powinny:

  1. uniknąć pułapki średniego dochodu, wzbogacić rynek wewnętrzny, zmniejszyć zależność gospodarki od eksportu,
  2. kompletnie zmienić politykę zagraniczną wobec słabszych sąsiadów (których Pekin traktuje z góry),
  3. zbudować flotę zdolną zabezpieczyć wodne szlaki handlowe, bowiem Jedwabny Szlak, nawet jeśli powstanie, zawsze będzie trudniejszy politycznie do utrzymania (widać to choćby na przykładzie wojen na Ukrainie i Bliskim Wschodzie), mniej wydajny oraz droższy w utrzymaniu.

W chwili obecnej Chińczycy starają się uniknąć pierwszego problemu, zupełnie nie dostrzegają drugiego (a wręcz sobie szkodzą), a jednocześnie dopiero rozpoczęli budowanie floty i nowoczesnego lotnictwa. Jednocześnie Pekin stara się zdywersyfikować drogi handlowe poprzez budowę Jedwabnego Szlaku oraz przygotowuje się do uruchomienia potencjalnie najkorzystniejszego Północnego Szlaku Morskiego, który uwolni chiński eksport od polityki (w zasadzie wystarczy porozumienie z samą Rosją).

Czy Chinom uda się zostać dominującą potęgą regionu, a następnie globu? Tego nie wiem, jednak problemy, na jakie wskazują sceptycy tej koncepcji, rzeczywiście są oparte o konkretne argumenty.

Dodam jeszcze, że w kwestii politycznej, w mojej opinii, Chiny próbują uzyskać korzyści brutalną siłą. W ten sposób chcą nadrobić braki w wizerunku. W jaki sposób się to objawia? Jak pisałem wcześniej, obecnie, bez zgody USA, Chiny nie są wstanie zdominować nawet najbliższych sobie Tajwanu i Korei Południowej. Z uwagi na siłę gospodarek tych państw, ich położenie geograficzne i wsparcie polityczne Amerykanów. Dlatego Pekin usiłuje wynegocjować sobie Tajwan i Koreę, posługując się Kim Dzong Unem (o czym pisałem w poprzednich tekstach m.in. tutaj). Tak jak Putin ma nadzieję na Drugą Jałtę, tak Xi chce doprowadzić do Xi-Trump deal, w którym to układzie USA pójdą na ustępstwa w sprawie Tajwanu (zwłaszcza).

Jeśli do takiej umowy dojdzie, to manewr ten:

  1. pozwoli, poprzez kontrolę Tajwanu, na otwarcie okna dla chińskiej floty na Pacyfik,
  2. osłabi pozycję USA i podkopie zaufanie Amerykanów u innych państw regionu.

 

Na koniec, taka abstrakcyjna myśl na gimnastykę umysłu 🙂 Czy gdyby przenieść Chiny w każdy inny geograficzny region (np. do Europy, Afryki, a nawet w miejsce Kanady), czy wówczas zdominowałyby region, a może nawet glob?

Zagadnienie to ukazuje problem względności siły i potęgi danego państwa.

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

 

 

 

2 komentarze

  1. Fajna analiza oparta na faktach a nie życzeniowym myśleniu. Sam mam podobne spostrzeżenia ale wynikające raczej z obserwacji niż z badań i analiz dlatego z taką ciekawością zapoznałem się z tym wpisem. Cóż dla mnie miarą rozwoju danego kraju jest przemysł……motoryzacyjny. Czemu tak uważa, bo aby budować fajne samochody muszą zachodzić wszystkie czynniki, pokazujące , że mamy do czynienia z rozwiniętym krajem. 1) silne ośrodki badawcze, budowa silnika lepszego niż u konkurencji, emisja spalin, spalanie,moc. To trzeba samemu osiągnąć a zrobić to mogą tylko dobrzy studenci z szkół, gdzie takiego czegoś uczą. Czyli silne szkolnictwo. 2) umiejętności budowy wymyślonego silnika,park maszyn, ośrodki badawcze 3) analiza rynku, co za jakiś okres będzie sprzedawane i wyprzedzenie konkurencji, nie kopiowanie podobnych rozwiązań tylko konkretny skok jakościowy 3) budowanie marki i w oparciu o to długoletnia sprzedaż.

    Znacie chiński samochód, który podbiłby swoją technologia, niska emisją spalin, wyglądem i ceną rynek europejski ? a może jakiś inny ? może u siebie coś takiego produkują i sprzedają ? A jeśli tak owe są to czy prezentują poziom Volkswagena, Opla, Audi czy Citroena ? W regionie mamy masę aut z Japonii, Korei czy nawet Tata Motors z Indii sprzedająca swoje auto a Polsce. To mniej więcej pokazuje w jakim miejscu są obecne Chiny i ile im brakuje aby stać się lokalnym super graczem a co dopiero światowym.

    Czy Chiny podbiłyby świat będąc np w Europie ? Ciężko by im było uzyskać przewagę, musieliby stoczyć wojnę z sąsiadami większymi i mniejszymi.Niemcy dominują w Europie ale tylko dlatego ,że potrafili zdyskontować II wojnę światową, zbudowali UE,wprowadzili dla biedoty Euro. Dzięki temu Hiszpania podbita, Portugalia to samo, Francja także żaden przeciwnik. Polska kraj o potencjale dosyć sporym kompletnie rozbita, istnieje jako wsparcie dla rynku niemieckiego. Nie nie wydaje mi się aby Chińczycy nawet po wygranej, przegranej:) wojnie potrafili coś takiego uzyskać. Niemcy mieli ku temu implikacje, wcześniej też prowadzili wojny z silnymi vide Francja, którą wygrywali. Chiny póki co to Japonii ulegli. Ponadto jedna rzecz. Obecne Chiny bardzo chętnie odwołują się do tradycji ponad tysiąc letniej, tylko, że obecne Chiny mają tyle wspólnego z tymi co proch wymyślali jak obecna Polska z Polską Piastów czy Jagiellonów:) Nie ma kompletnie żadnej ciągłości władzy, elit. W Chinach komuchy orały społeczeństwo i ówczesne elity równie ochoczo jak robiono to w Polsce, teraz tego czegoś brakuje, właśnie tych elit, takich CEO kraju, którzy zarządzali od wieku z pokolenia na pokolenie ale i brali za kraj odpowiedzialność. Tego nie ma i to widać będzie coraz bardziej im bardziej Chiny będą zgłaszać swoje aspiracje do zarządzania czymkolwiek w regionie. Także mi się wydaje, że kluczem do zdobycia Azji jest podbicie Korei oraz Japonii ale nie sądzę, aby Chinom to się udało, bo fajnie jeszcze jest to ujęte w powyższym wpisie, USA zdobywają przewagę, bo ludzie kopiują i sami dążą do ich modelu kulturowego. Chiny czegoś takiego nie mają, światu ich kultura i obyczaje są obce i też nie sądzę aby ktoś chciał sam z siebie rezygnować z american dream:) w dalszym ciągu ludzie bardziej chcą mieć paszport i mieszkać w USA niż w Chinach.

    1. Przykład produkcji samochodów bardzo obrazowy 🙂 Od siebie dodam, że chińskie marki samochodowe nie tylko kopiują rozwiązania techniczne podpatrzone z zachodu (przede wszystkim design), ale nawet skopiowały loga marek… I tak, laik samochodowy może się zdziwić, gdy w Chinach zobaczy na ulicy mercedesa ze znaczkiem BMW (oczywiście to al’a mercedes, z pseudo znaczkiem BMW).

      Z drugiej strony Chińczycy wysłali już w kosmos własne satelity i szczycą się odkryciem oraz przetestowaniem komunikacji kwantowej… Na ile są to przechwałki, a na ile przełom technologiczny – tego na razie się nie dowiemy.

      Warto jednak moim zdaniem znać argumenty zarówno zwolenników teorii o przyszłej chińskiej dominacji, jak również sceptyków. I temu miał służyć ten wpis. 🙂
      pozdrawiam

Dodaj komentarz