Wynik wyborów w Pakistanie [komentarz]

25 lipca – odbyły się wybory parlamentarne w Pakistanie, zwycięzcą: ugrupowanie PTI i jego lider  – Imran Khan

Zwycięstwo Pakistańskiego Ruchu Na Rzecz Sprawiedliwości (PTI) pod przewodnictwem byłego krykiecisty Imrana Khana oznacza, że zostanie on nowym premierem Pakistanu.

Imran Khan jest legendą pakistańskiego krykieta (kapitan drużyny, która zdobyła mistrzostwo świata, w tej części globu krykiet jest bardzo, bardzo popularnym sportem). Należy do elity pakistańskiej zarówno, jeśli chodzi o majątek, jak i o wykształcenie (skończył Oxford). Po zakończeniu kariery sportowej, wszedł w politykę. W 2017 roku doprowadził do dyskwalifikacji z urzędu premiera – Nawaza Sharifa (co zostało stwierdzone orzeczeniem Sądu Najwyższego). Postrzegany jest, jak człowiek z nadania junty wojskowej, która de facto sprawuje w Pakistanie władzę (podobnie jak to było w Turcji). Krytyk polityki pro-amerykańskiej i przeciwnik wojny w Afganistanie. W kampanii wyborczej zapowiadał zwrot w kierunku Chin. PTI wybory wygrało w cuglach, dzięki hasłom: walki z korupcją, 10 mln nowych miejsc pracy, budowy 5 mln mieszkań. Zaraził społeczeństwo ideą „nowego Pakistanu” w postaci islamskiego państwa opiekuńczego (socjal).

 

Komentarz

W analizie dotyczącej Pakistanu wskazywałem na zagrożenia, na jakie mogą się w przyszłości natknąć władze z Islamabadu. Zwłaszcza, jeśli Pakistan wykona otwarty zwrot w kierunku Chin (póki co starał się balansować między Waszyngtonem, a Pekinem). Za wcześnie jest by mówić, na ile Imran Khan jest gotów spełnić swoje obietnice przedwyborcze, jeśli chodzi o politykę zagraniczną (pamiętamy jak np. kandydat Donald Trump zapowiadał przyjaźń z Rosją, a jak na razie USA wykonuje ciągle ruchy przeciw Moskwie). Pewne jest jedno, że decydenci z Islamabadu co najmniej sugerują przystanie do obozu chińskiego. A to już jest poważne ostrzeżenie dla administracji z Białego Domu. Pakistan, jest wbrew pozorom, najważniejszym w mojej opinii, polem bitwy między USA, a Chinami. A w zasadzie może się takim stać, bo na razie w państwie tym panuje względny spokój (o ile można tak napisać po krwawej kampanii wyborczej). Niemniej, jeśli Imram Khan wybierze drogę wiodącą do Pekinu, wówczas można się spodziewać szeregu nagłych, spontanicznych wydarzeń tj.:

  1. protesty i narastanie separatystycznych nastrojów wśród Beludżów (a pamiętajmy, że to w Beludżystanie znajduje się chiński port w Gwadarze),
  2. zwiększona ilości „kontaktów” pomiędzy żołnierzami pakistańskimi, a indyjskimi na spornym terenie Kaszmiru,
  3. protesty ruchów „wolnościowych” i „pro-demokratycznych”, które będą nawoływać do „zdemilitaryzowania” polityki Pakistanu (oskarżając Khana o bycie marionetką junty),
  4. nagły zwrot w afgańskiej wojnie, kontrofensywy talibów, a może nawet ISIS, liczne zamachy terrorystyczne na terenie Afganistanu i Pakistanu, które będą miały dowieść, że pokojowe nastawianie Imrama Khana do talibów jest bezpodstawne i bezcelowe podobnie jak ewentualne próby zażegnania konfliktu z nimi,
  5. wzrost niezadowolenia Pendżabczyków (nazwijmy ich rdzennymi Pakistańczykami), którzy będą narzekać na to, że wojskowi rządzą krajem przy pomocy mniejszości narodowych (Khan jest Pasztunem) i oskarżać premiera o pro-terrorystyczne (pro-talibskie) poglądy.

To może stanowić wielkie wyzwanie dla nowego premiera, który w pierwszej kolejności będzie musiał zadbać o spójność i jedność wieloetnicznego państwa. W dodatku Imran Khan uchodzi za wielkiego indywidualistę. Jego ambicja i brak politycznego doświadczenia mogą doprowadzić do rozbieżności z „wojskowymi”, a bez armii, rząd nie będzie w stanie utrzymać w Pakistanie spokoju. Dodatkowym „mankamentem” nowego premiera są dość liberalne poglądy i jego „zachodni” sposób postrzegani rzeczywistości (pomimo pro-chińskiego nastawienia). Pakistan do tej pory był rządzony twardą ręką wojskowych, co utrzymywało państwo w całości. Jeśli Imram Khan będzie wolał postawić na „miękkie” środki, to może przegrać.

Oczywiście wszystko to są spekulacje. Wskazanie ryzyk i pewnych ewentualności, które wcale nie muszą mieć miejsca. Niemniej, jak pisałem ponad pół roku temu, należy uważnie przyglądać się wydarzeniom w Pakistanie. Było nie było, to 200 milionowy kraj muzułmański, który jest w posiadaniu broni atomowej. I permanentnie znajduje się w stanie wojny (z talibami, którzy zajmują pewną część jego terytorium).

 

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

2 komentarze

  1. Bardzo przyjemna krótka forma newsa. Tego typu wpisy mogłyby być przeplatane z szerszymi opracowaniami. Ocena oczywiście jak zawsze na plus.

  2. Z tego wynika że co by się nie zadziało to zachód /USA/ na tym straci. Imran Khan przy władzy to wzrost znaczenia Chin. Obalenie go to wzrost znaczenia Talibów.

Dodaj komentarz